lech poznan
lech poznan
 
lech poznan lech poznan
Login:

Hasło:

Autologowanie

>> zarejestruj się
>> zapomniałem hasła
lech poznan lech poznan
Lech - Jaga (Vivo)
Lech - Dyskobolia (Vivo)
Lech - Odra (Vivo)
GKS - Arka (Vivo)
Ruch - Lech (Vivo)
>> więcej fotorelacji
lech poznan lech poznan
Matematyka w drodze po ...
Refleksje po meczu Lech...
Felieton: Uwierz w Smud...
Zabawa w ogniu rac- rel...
Felieton: Kolejowa gorą...
>> więcej artykułów
lech poznan lech poznan
Smuda: Koniec marudzeni...
Rutkowski: Interesuje m...
Linka: Każdy mecz jest ...
Wojtkowiak: Nasza wina!...
Mowlik: Nie nazywam się...
>> więcej wywiadów
lech poznan lech poznan
lech poznan lech poznan


_uacct = "UA-2644965-1"; urchinTracker();

Profesjonalne statystyki odwiedzin
Osób na stronie: 66
  lech poznan lech poznan
2008-05-08 21:18 Stadion naprawdę niebiesko-biały- przeczytaj koniecznie!
lech poznan Stadion naprawdę niebiesko-biały- przeczytaj koniecznie! Informowaliśmy już o kibicowskiej akcji na mecz z ŁKS-em, mającej na celu stworzenie żywej niebiesko-białej flagi. Przypominając o konieczności ubrania odpowiedniej koszuli, publikujemy komunikat pomysłodawcy akcji. Znajdziecie w nim szczegółowe ustalenia i ich objaśnienia. W związku z sukcesem akcji koszulkowej w Kotle (na meczu z Jagiellonią - przyp. red.), na najbliższym meczu z ŁKS-em r...
>> więcej      >> skomentuj to wydarzenie (4)      >> więcej wydarzeń
  lech poznan lech poznan
  lech poznan lech poznan

Zabawa w ogniu rac- relacja z Zabrza
Prezes_ | 2008-02-27 02:09 | własne | A A A
lech poznan Zabawa w ogniu rac- relacja z Zabrza
W niedzielny wczesny poranek zdecydowana większość poznaniaków spała w najlepsze. Dyżurujący pracownicy służby medycznej, kierowcy autobusów nocnych, księża przygotowujący się do porannych mszy- czy naprawdę ktoś jeszcze mógł mieć coś do załatwienia o 6.00? Nadzwyczajny ruch w okolicach dworca Poznań Główny wskazuje, że tak. To kibice Kolejorza po zimowej przerwie wrócili do gry. Wszak drużyna Lecha nie może być w Zabrzu osamotniona! Brutalne przerwanie snu oznaczało początek inwazji na Śląsk.

O godzinie 6.00 opuściłem- jak się miało okazać, niemal na całą dobę- mieszkanie. Podobnie jak wielu sympatyków niebiesko-białych. Pojedyncze przejeżdżające samochody, garstka przemieszczających się ludzi i pogaszone światła w większości okien wieżowców. Punktualnie o 6.06 na przystanek podjeżdża autobus linii 234, zmierzający w stronę dworca kolejowego. Początkowo niemal pusty, przez kolejne przystanki wypełniający się pasażerami w klubowych barwach. Na miejscu czekało już mnóstwo kibiców. Jedni wymieniali ostatnie zdania bądź czekali na znajomych, inni kierowali się prosto na peron nr 7, skąd o 6:40 wystartować miał pociąg specjalny do Zabrza. W ogromnym tłumie wypatrzyć można wielu znajomych- z osiedla, starej szkoły, ze stadionu. Kolejnych spotka się w pociągu i na stadionie. Powiedzenie „świat jest mały” nabiera w tym momencie dosłowną formę.

Na dworzec podjeżdża wynajęty przez Wiarę Lecha specjal. Już po jego rozmiarach widać, że to nie będzie skromna eskapada. Dwa połączone składy, zewsząd wypełniające się kibicami, robią imponujące wrażenie. Miejsca siedzące rychło zostają zajęte, po chwili wszystkie przedziały są już wypełnione. „Pomyślcie o tych, co mają wsiąść w Kępnie”- żartuje jeden z kibiców. Pociąg rusza, zatrzymując się jeszcze w kolejnych wielkopolskich miastach. Środa, Jarocin, Ostrów, Kępno- wszędzie tam dołączają się do nas członkowie miejscowych fanklubów. Mimo długiej trasy, podróż upływała błyskawicznie. Rozmowy o meczu, wspomnienia starszych wyjazdowiczów i intonowane od czasu do czasu przyśpiewki sprawiają, że czas mija nadspodziewanie szybko. Gdzieniegdzie otwierają się puszki piwa, ale większość, pomna grożących konsekwencji, zachowuje stosowny umiar.

Czas niemal staje z chwilą wjazdu na Śląsk. Dosłownie i w przenośni. Momentami widok z okien przedstawia się tak, jakby ostatnia wojna skończyła się rok, a nie 63 lata temu. Szczątki ścian wyrastające z zalanego wodą obszaru, budynki z powybijanymi szybami i dyktami zamiast okien, doszczętnie zrujnowane mury wokół elektrociepłowni (?)- takim zaprezentował się Śląsk gościom z Wielkopolski. Przejazd odbył się bocznymi trasami. Z punktu widzenia bezpieczeństwa było to zapewne wskazane, jednak prezentacja najbardziej zaniedbanych dzielnic Bytomia, Chorzowa i innych miast nie wypadła dla Ślązaków korzystnie. W dodatku pociąg jechał odtąd ze ślimaczą prędkością. Mogliśmy więc z większą uwagą oglądać charakterystyczny górniczy krajobraz. Zewsząd otaczały nas hałdy, wyciągi szybowe i wagony węglowe.

Pociąg zatrzymuje się na obstawionym przez milczących policjantów w kaskach dworcu Chorzów Batory, gdzie mamy przymusowy postój. Po kilkunastu minutach pozostaje tylko zaintonować „Wizytówkę", „pozdrowić” mundurowych i udać się w dalszą drogę. O 13.20 nasza bana zajeżdża do celu. Ze wszystkich wagonów wylegli sympatycy Kolejorza. Wkrótce uformowaliśmy się w kolumnę i ruszyliśmy w stronę stadionu. Idący w przedzie stawki, dochodząc do wiaduktu co chwilę z niedowierzaniem kierowali swe spojrzenia za plecy. Widok nieprzebranego, niebiesko- białego tłumu robił piorunujące wrażenie. Wkrótce po Zabrzu rozniosło się głośne „Poznań, Poznań, hej Kolejorz”, a następnie chóralnie ryknięte „Boją się nas kibice angielscy…”. Dumy z bycia Lechitą, jaką odczuwa się w takich momentach, nie da się w żaden sposób opisać. Po kilkunastu minutach żwawego marszu ulicami Szczęść Boże i Reform Rolnych, minąwszy Dom Tańca i Śpiewu, kilka bloków i park, stanęliśmy u bram stadionu przy ul. Roosevelta. Na miejscu, wliczając posiłki ze strony zaprzyjaźnionych klubów (Arka, Zagłębie i w symbolicznej liczbie Cracovia) oraz skromną grupę samochodową, stawiło się nas prawie 1500 osób!

Wejście na obiekt imienia dziś Ernesta Pola, a niegdyś Adolfa Hitlera, postępowało w żółwim tempie. Do wpuszczenia półtoratysięcznej grupy organizator przygotował pięć bramek. To nie byłoby aż takim utrudnieniem, gdyby nie towarzyszące temu procedury. Po długim staniu w ścisku, stojący na przedzie kibic oczekiwał zgody ochroniarzy na wejście. Po dostąpieniu tego zaszczytu, piątka fanów dochodziła do bramek i okazywała dowody osobiste, które bramkarz skanował na specjalnym urządzeniu. Następnie należało przez kilka sekund popatrzeć w sympatycznie wiszącą nad głową kamerę, okazać bilet, przejść rewizję i dopiero wówczas do bramek dopuszczano kolejną piątkę. Za sprawą tej sprawnej inaczej organizacji, znaczna grupa kibiców oczekiwała przed bramą jeszcze o godz. 16.00. Na szczęście mecz rozpocząć miał się dopiero za godzinę, stąd udało się uniknąć nerwowych sytuacji. Wkrótce fani Kolejorza szczelnie wypełnili dwa starannie oflagowane, przeznaczone dla nich sektory.

Przed meczem na zabrzańskim obiekcie przy przy pięknej pogodzie panowała sielankowa atmosfera. Wchodzących na sektor gości przywitał niemal pusty stadion i zupełna cisza. Czas ten wykorzystaliśmy na regenerację sił. Pierwsi leniwie kręcący kibice Górnika zjawili się półtorej godziny przed pierwszym gwizdkiem, w większej liczbie zaczęli jednak wypełniać trybuny po godz. 16.00. Ze stadionowych głośników nie płynęła muzyka, milczał także spiker. Dopiero na pół godziny przed meczem klubowy „didżej” puścił kilka niezbyt przebojowych hitów, zresztą z jakością kuchennego radioodbiornika. Wkrótce klimat miał się rozkręcić. W cyklu Stadium of Sound gospodarze zaprezentowali tradycyjny występ orkiestry górniczej. Widok piłkarzy podskakujących na rozgrzewce w rytm górniczych szlagierów przypominał swoim charakterem filmy krótkometrażowe z epoki słusznie minionej. Wkrótce orkiestra odbyła rundę honorową wzdłuż całego stadionu, wywołując na niektórych sektorach autentyczną ekstazę. Orszak poprzedzała grupa dziewczynek z pomponami, machających nimi jednostajnie w lewo i prawo z zaangażowaniem chłopa pańszczyźnianego. „Prawie jak Kolejorz Girls”- skomentował jeden z kibiców. Po występie spiker rozpoczął wyczytywanie składów drużyn, a ultrasi Lecha wywiesili na płocie ogromny transparent. „Kosowo jest serbskie!”- tak poznańscy fani skomentowali dokonany ostatnio międzynarodowymi rękami rozbiór suwerennej Serbii i zabranie słowiańskim braciom kolebki ich państwowości, o znaczeniu porównywalnym, jak dla Polaków Wielkopolska, Wawel, Częstochowa i Grunwald razem wzięte. Wkrótce wypełniony do ostatniego miejsca stadion ryknął „Zagraj jak za dawnych lat”. Na odpowiedź poznaniaków nie trzeba było długo czekać. Na płot wskoczył charyzmatyczny Aras i zaintonował pierwszy okrzyk. Walka na doping rozpoczęta!

Kibice obu drużyn jeszcze głośno „pozdrowili” chorzowski Ruch, po czym na murawie zjawili się piłkarze obu drużyn. Na wejście kibice Górnika zaprezentowali choreografię z okazji 20. rocznicy zgody z Wisłoką Dębica. Całość nie zrobiła wielkiego wrażenia. Na płocie zawisł szary napis „Już od 20 lat to dla nas brat”, a przez środek sektora przeszła niewielka sektorówka z herbem Wisłoki w otoczeniu nierówno rozmieszczonych zielonych folii. Przez pierwszych kilkanaście minut na trybunach trwał głośny doping. Kibice z zabrzańskiego młyna potrafili porwać do śpiewu znaczną część pozostałej widowni. Zabrzanom kapitalnie wychodziły zwłaszcza przyśpiewki z podskokami. W momencie naszych przestojów na sektorze gości aż huczało. Te jednak nie zdarzały się zbyt często, gdyż nie odpuszczaliśmy gospodarzom ani na moment. Po kilkunastu minutach ujawniła się przewaga poznańskich kibiców. O ile Górnicy mieli kilka przyśpiewek „na krzyż”, my zaprezentowaliśmy dużo pokaźniejszy repertuar pieśni i okrzyków. Generalnie jednak celowaliśmy w śpiewaniu długich przyśpiewek. Oprócz m.in. sztandarowego „Za Lechem przemierzamy cały świat”, ćwiczyliśmy dwie nowe przyśpiewki. Pierwsza z nich śpiewana już była na Remes Cup Extra i zyskała nazwę „Angielskie 2”. Składa się z wpadającej w ucho melodii powtarzającego się zwrotu „la la…”, które kończy (a właściwie powinno kończyć, bo kibice wciąż o tym zapominają) głośny okrzyk „Kolejorz!”. Kibice śpiewali tę pieśń, naprzemiennie klaszcząc, skacząc, bądź rozpychając się. Druga przyśpiewka jest znacznie ambitniejsza, niestety jej wykonanie wciąż pozostawia wiele do życzenia. Warto przytoczyć jej słowa, gdyż zapewne będzie ona wałkowana na kolejnych meczach: „My kibice poznańskiego Lecha/ jesteśmy Jego dumą już od bardzo wielu lat/ niebiesko-biały herb/ a na nim święty znak/ bo do nas już należy cały świat!” .

Kolejne minuty pierwszej połowy upłynęły pod znakiem słabszego dopingu, przy czym to miejscowi kibice wydawali się stracić więcej energii. Tym niemniej od tak ambitnej ekipy jak my należy wymagać znacznie więcej, niż tego, co zaprezentowaliśmy w drugiej części pierwszej połowy. Zabawa rozkręciła się po przerwie. Jej pierwsze minuty były pokazem prawdziwego ultrasowskiego show w wykonaniu fanów Kolejorza. Wzdłuż płotu pojawił się ogromny biały napis na niebieskim tle „Zamiast słów miejsce w głębi serca”. Nad głowami przyjezdnych pojawiła się sektorówka, którą po pewnym czasie zastąpiły pasy tworzące napis „Kolejorz” wraz z charakterystycznymi skrzydełkami kolejowymi. Całość zwieńczył rząd odpalonych rac. Wysiłek ultrasów docenić trzeba tym bardziej, że działali w trudnych warunkach (dwa przedzielone płotem sektory na różnych poziomach), w dodatku z racji obcego stadionu musieli napracować się podwójnie, żeby zgrać oprawę z rozmiarami sektorów. Pirotechnika, jak to zwykle bywa, podniosła ciśnienie do maksimum. Rozkręceni kibice przez wiele minut jak w transie śpiewali nowszą wersję „Jesteśmy zawsze tam…” i to był chyba najlepszy okres naszego dopingu. W tym czasie miejscowi kibice zostali zupełnie zagłuszeni. Odpowiedź ultrasów KSG na nasz pokaz była mniej efektowna. Zdobyli się tylko na rozwinięcie dwóch sektorówek: Górnika i Wisłoki. Od tego czasu doping zabrzan chwilami był bardzo głośny, miał jednak wiele przestojów. Miejscowi najbardziej ożywiali się po akcjach podbramkowych, gdy po całym obiekcie niosło się gromkie „Górnik Zabrze”. Fani Kolejorza intonowali rozmaite przyśpiewki, najlepiej wychodził im jednak okrzyk łączący charakterystyczne „uuu” robione razem z piłkarzami po wygranym meczu z głośnym „Kolejorz!” na końcu. Mistrzowska motywacja i zdolność do nakręcania wiary w wykonaniu naszego wodzireja sprawiała, że wszyscy czuli się jak w transie i z niecierpliwością oraz śmiechem na twarzy oczekiwali końcowego okrzyku.

Kluczowa zarówno sportowo, jak i kibicowsko, okazała się 77. minuta. Na polu karnym legł Hernan Rengifo i sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Henry Quinteros. W takich momentach czas upływa znacznie mniej wartko. Niczym na zwolnionym tempie widzieliśmy, jak piłka leciała w odwrotnym kierunku, niż obrany przez bramkarza, by wreszcie zatrzepotać w siatce. Na naszym sektorze zapanowało istne szaleństwo. Kibice rzucali się na ramiona, odpalone zostały dwie race. Po krótkim świętowaniu gola przyszedł czas na zabawę, którą rozpoczęliśmy popularnym „chorwackim”. Z 18 tysięcy kibiców Górnika jakby uszło powietrze, trzeba jednak przyznać, że nie opuścili swej drużyny, w przytłaczającej większości pozostając na trybunach do końca meczu. Fanów Lecha nakręcali piłkarze, którzy przeprowadzili kilka groźnych akcji ofensywnych. Zamarliśmy w ostatnich minutach, gdy Górnik miał szansę wyrównania. To jednak nie nastąpiło i mogliśmy po końcowym gwizdku świętować ósme z rzędu zwycięstwo nad 14-krotnymi mistrzami Polski.

Po meczu przez pewien czas trzymano nas na trybunach, po czym niezdarnie eskortowani przez policję wróciliśmy na dworzec. Po drodze nie zabrakło emocji. Zabawa trwała nadal, zwłaszcza w przedziałach dzielonych wspólnie z fanami Arki Gdynia. Niestety w trakcie jazdy pociąg zaliczył awarię i na ok. pół godziny stanął w trasie. To w połączeniu z opóźnieniem przy odjeździe i kilkoma niezaplanowanymi postojami sprawiło, że zamiast o przewidywanej 2:28, w Poznaniu zjawiliśmy się dopiero tuż przed czwartą. Mimo że wyjazd udał się rewelacyjnie, powrót do domu i widok łóżka po niemal 24-godzinnym wyjeździe był bardzo radosnym momentem. Nie każdy jednak mógł sobie pozwolić na odpoczynek. Niektórzy z marszu szli do pracy lub do szkoły, a przyjaciele z Gdyni mieli przed sobą jeszcze kilka godzin jazdy…

Przed nami wiele kibicowskich emocji. W piątek podejmujemy u siebie Zagłębie Lubin, tydzień później w Łodzi zmierzymy się z Widzewem. Trwają też zapisy na pociąg specjalny do Chorzowa, gdzie z miejscowym Ruchem zmierzymy się na słynnym Stadionie Śląskim.

Mateusz Otta
Autor:       Czytań: 2286       >> skomentuj tego newsa (14)
Zobacz także
Komentarze

robak195 | 2008-02-27 08:38
Do piłki podszedł Rengifo?Hmmmmm.Pewnie i Bosacki,Reiss,Zając i kilku z Górnika.Ale strzelał Quinteros!!!!!!
LukaszW | 2008-02-27 10:24
i nawet bramkarz Gornika podszedl :) ale to po strzale ;)

niech ktos poprawi strzelca bramki:)

A teraz kupowac bilety do Lodzi i zapisywac sie do Chorzowa! musi byc nas conajmniej 2 tysiace :)
el fanatico | 2008-02-27 11:37
Przecież jest napisane "do piłki podszedł henry q...".Czy Wy umiecie czytać? Tekst za długi co? śmiechu warte
serchenko7 | 2008-02-27 13:45
fajna relacja mam nadzieje ze z kazdego meczu taka bedzie. tak u nas jak i na wyjezdzie :)
***perun*** | 2008-02-27 14:01
Częściej proszę takie opisy..
Leeech | 2008-02-27 14:14
Oby takie relacje stały się tradycją a nie jednym wyskokiem. Niby długie ale czyta się jednym tchem.

ps. el fanatico gdybyś miał więcej IQ to byś się domyślił że błąd został poprawiony po zwróceniu uwagi.
el fanatico | 2008-02-27 14:19
sory tej.nie każdemu Bozia dała tyle IQ co Tobie Leeech,najwyraźniej...Dobrze że poprawiają błędy.
szwara_karuis | 2008-02-27 14:58
No czyta sie bardzo przyjemnie, może częściej takie relacje.
rcicho | 2008-02-27 15:38
Bardzo zgrabna relacja. Przydałoby się kilka zdjęć ją wzbogacających. Gratuluję autorowi.
Pyrus_KKS | 2008-02-27 16:22
Bardzo dobra relacja, oby więcej takich relacji :)
Jak iż to był mój debiutowy wyjazd, nie mogę się wypowiedzieć gdzie było lepiej czy to w dopingu czy to z jazdą, ale wrażenia niesamowite, "...to nie to samo co mecz u siebie..." :)))
glos z zagranicy | 2008-02-27 16:40
Mam nadzieje ze to nie tylko "jaskolka" ale taka relacja bedzie juz od teraz "norma". bardzo fajnie sie czyta. Napisane tak po "kibicowsku"!
Phil | 2008-02-27 17:02
Oby częściej coś takiego,ale to chyba zależy od tego ile autor artykułu będzie zaliczył wyjazdów,co nie prezes?:) Zdecydowanie najbardziej brakuje mi na LP.net mała ilość artykułów,wieści,informacji kibicowskich ;)
RoG | 2008-02-27 18:17
Zgrabnie napisane, ciekawe porónania i co najważniejsze supertemat. Mega artykuł! Częściej poproszę;)
mkass | 2008-02-27 19:27
No fajny tekst,kontynuacja wskazana:)


Dodaj swój komentarz


Aby dodać komentarz musisz być zalogowany w serwisie. Aby założyć konto kliknij tutaj.
 
lech poznan All rights reserved, (C) Copyright LechPoznan.NET Designed by Maciej Kostecki, coded by Maxer lech poznan