Bardzo czytelny styl gry Lecha Poznań w tym roku to największy wróg Rafała Murawskiego w jego walce o wyjazd z kadrą Leo Beenhakkera na Euro 2008. A to dziś nasz jedyny kandydat na te mistrzostwa Murawski jest w tej chwili najbardziej wartościowym piłkarzem spośród lechitów, którzy tej wiosny grają bardzo siermiężnie. A to oznacza, że właśnie reprezentacyjny pomocnik ma najwięcej do stracenia. Kilka tygodni temu trener Franciszek Smuda nazwał Murawskiego "szefem zespołu". Dał w ten sposób do zrozumienia, że to na zawodniku, który jesienią na dobre trafił do reprezentacji Polski, będzie się opierała gra zespołu. W pierwszym meczu w tym roku tak było. Lech wygrał z Górnikiem Zabrze po problematycznym rzucie karnym. Murawski w tym meczu zdecydowanie wybijał się ponad przeciętność. W kolejnych meczach z Zagłębiem Lubin i Widzewem już jednak nie błyszczał - ani on, ani tym bardziej drużyna. Lubinianie doskonale wiedzieli, że wyłączenie z gry rozgrywającego Lecha to podstawa sukcesu. Gdy tylko Murawski dostawał piłkę, był natychmiast atakowany przez nawet kilku rywali. Często więc gubił piłkę, niecelnie podawał i strzelał. Podobnie postępowali z Murawskim piłkarze Widzewa. Wszyscy w lidze przekonali się już, jaki jest najlepszy sposób na zneutralizowanie drugiej linii Lecha. Bez "Murasia" ona niemal nie istnieje. Bo przecież Tomasz Bandrowski to raczej spec od rozbijania akcji przeciwnika, w ofensywie nie jest tak przydatny. "Kolejorz" nie ma też większego pożytku z Henry'ego Quinterosa, bo to zawodnik wolny i łatwy do upilnowania. Smuda zdał sobie z tego sprawę i w Łodzi nie wystawił Peruwiańczyka. Zdecydował się na grę dwoma skrzydłowymi, ale akcje się nie zazębiały. W trzech wiosennych meczach Lech przeprowadził tak naprawdę jedną składną, groźną akcję, która zakończyła się strzałem na bramkę. Było to w Zabrzu - po rajdzie Marcina Zająca na bramkę uderzał Bandrowski. W przypadku Zająca był to akurat wyjątek od reguły - kiepskiej dyspozycji w tym roku. Słaba forma jego i Piotra Reissa, czyli piłkarzy, na których opierała się jeszcze niedawno ofensywa Lecha, jeszcze bardziej ułatwia rywalom rozpracowanie "Kolejorza". Stąd nacisk Smudy na to, by jego zawodnicy grali z ogromnym zaangażowaniem. Ta wiosna nie układa się dobrze dla Murawskiego, który jako jedyny lechita jeździ na zgrupowania kadry. Trener Leo Beenhakker powołał go na kolejny mecz (z USA w Krakowie, 26 marca), ale nie wiadomo, jak długo Holender będzie stawiał na piłkarza, który przestał się wyróżniać w lidze.
|