Kibice Kolejorza od 13 lat regularnie znosili przy Łazienkowskiej upokorzenia. Wielki rewanż miał nadejść w meczu, którego stawką być może było wicemistrzostwo Polski. W zwycięskiej inwazji na Warszawę brało udział 1200 lechitów. Zapraszamy do lektury relacji z trybun. Płodozmian sprzyja nie tylko w rolnictwie, dlatego dziś niespodzianka - zmiana autora.
Z opóźnieniem, ale na czas
Mecz z Legią wywołał w Poznaniu ogromne ciśnienie. Gdy w sobotni poranek poznańskie puby przyjmowały ostatnie rezerwacje, na Dworcu Zachodnim w ulewie stał tłum kibiców, wśród nich 18 członków naszej sekcji Wichrowe Wzgórze. O 9:19 z peronu VII miał odjechać pociąg specjalny. Miał, bo było blisko godzinne opóźnienie. Dopiero po tym upływie czasu specjal nadjechał i ruszył w stronę Warszawy, zatrzymując się po drodze w miejscowościach z prężnymi FC (m.in. Kostrzyn, Konin, Koło). Przejazd bardzo szybki, w drodze nie było „atrakcji”, znikoma także ilość bluzgów. Po kilku godzinach jazdy wysiedliśmy na dworcu Warszawa Gdańska, gdzie podstawiono dla nas autobusy. Numer z Chorzowa nie powtórzył się - pojazdów wystarczyło dla wszystkich już za pierwszy razem. Nad naszym przejazdem czuwał latający nad naszymi głowami helikopter. Po dotarciu na stadion zastanawialiśmy się jak będzie wyglądało wejście. Słyszeliśmy, że warszawska ochrona potrafi być niezwykle rygorystyczna przy sprawdzaniu zgodności listy, czy też kontroli za pomocą alkomatów (usuwanie osób mających 0,3 promila itp.). Organizacja okazała się jednak sprawniejsza. Były dwie bramki, gdzie najpierw sprawdzano na szybkiego dowód i bilet wstępu, a potem przeprowadzano rutynową kontrolę odzieży i plecaków. Żadnych alkomatów nie było, a przynajmniej ja ich nie widziałem. Doszło też do bardzo miłego zdarzenia gdy jeden niebiesko-biały fanatyk nie miał biletu, a stojący nieopodal pan w garniturze z e(L)ką nie robił problemów i podarował mu takowy z uśmiechem. Co ważne, pomimo wspomnianego opóźnienia wszyscy zdążyliśmy wejść przed rozpoczęciem meczu.
Mordo ty moja!
Stadion Wojska Polskiego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego (bo tak brzmi pełna nazwa) prezentuje się bardzo marnie, w dodatku widoczność z łuku jest słaba. Legioniści tradycyjnie już w tym sezonie nie prowadzili dopingu w geście protestu przeciw antykibicowskim działaniom władz klubu. Z tego powodu przez większość meczu milczeli, ale czasami zrywali się z okrzykami na Waltera, zarząd, czy hasło: "ITI spier****j; oraz na nieliczne spięcia słowne z nami. Obejrzeliśmy też kolejną odsłonę protestu za pomocą grafiki. Tym razem na Żylecie kibice sparafrazowali reklamę należącej do ITI platformy "n", podnosząc transparent o treści: "WA TER, MIK AS, DZIEWU SKI - TYM PANOM BRAKUJE (L) W SERCU". (W Warszawie popularne są podobnej treści vlepki ze zdjęciami trzech prominentów Legii i napisem "WY IKI, TRA SFERY, DOPI G - TYM PANOM BRAKUJE "N" - przyp. LP.NET). Większego kalibru hit pojawił się na Krytej, gdzie kibice rozwinęli sektorówkę ze stylizowanym na komunistycznego działacza (Che Guevarra?) wizerunkiem Mariusza Waltera i napisem "Mordo ty moja!" (aluzja do PRL-owskiej przeszłości i obecnych działań). Słynnej orkiestry nie stwierdzono, "zawiódł" też równie słynny spiker, który tym razem cały czas bez entuzjazmu mamrotał.
Droga po zwycięstwo
My na wstępie wywiesiliśmy na płocie wielki trans "FORZA LECH", po czym przy śpiewie "Wizytówki" podnieśliśmy 1200 szali - identycznych miniatur transparentu. Nasz doping z początku był dość słaby, ponieważ boki za bardzo się nie angażowały. Narastał jednak dosłownie z minuty na minutę. Z bluzgami ograniczyliśmy się do absolutnego minimum. Wspieraliśmy też miejscowy ruch kibicowski w walce z zarządem, śpiewając m.in. "Walter ty cwelu, kup sobie klub w Izraelu". Z dopingiem zdecydowanie coś drgnęło w drugiej połowie i było już wreszcie to, co lubimy najbardziej - poznańskie fanatyczne pierd***cie:) Jego apogeum nastąpiło rzecz jasna po 85 minucie. Po strzelonej bramce na naszej trybunie zapanowała mega ekstaza, w czasie której klatka przez skaczących na nią kibiców falowała jak flaga na wietrze. Szał trwał już do samego końca, kiedy to świętując niemal pewne zwycięstwo, prowadziliśmy miażdżący doping. Pozostało jeszcze tylko usłyszeć ostatni gwizdek sędziego i wreszcie ryknąć na całe gardło: "Legła, legła Warszawa...".
Po meczu podbiegli do nas uradowani piłkarze i jeszcze długo wspólnie świętowaliśmy zwycięstwo. Szczególnie uradowany był chyba Reksio, który swoim symbolicznym występem zaliczył 300. mecz w pierwszej lidze i spełnił jedno z największych marzeń: zwycięstwo na Łazienkowskiej. "Po meczu dostaliśmy podziękowanie od Reissa za wywołanie go na boisko, który dziękując wszystkim kibicom za wsparcie, podkreślił że właśnie to przyczyniło się do tego że Smuda wpuścił go w końcówce..." - opowiadał później nasz wodzirej. Organizatorzy nie trzymali nas na stadionie tak długo jak wszędzie. Zafundowano jednak drobną atrakcję: jedne drzwi od bramy otwierały się do wewnętrznej, a drugie do zewnętrznej, więc przy napierającym tłumie była mała rzeź...
Tak się bawi, tak się bawi Lech Poznań!
W drodze powrotnej właściwie cały czas trwała w banie zabawa. Były śpiewy przy bębnach, "walki" przedział na przedział...:) Na stacjach postojowych wychodziły grupy kibiców, by bawić się na całego w ogniu palonych szalików Legii. Im dłużej to trwało, tym więcej wiary wysypywało się by do nas dołączyć. W Poznaniu zameldowaliśmy się o 1:20.
Na meczu wspólnie z nami bawili się przedstawiciele zaprzyjaźnionych klubów: 15 kibiców Zagłębia Lubin, 6 Spartaka Moskwa i 2 KSZO Ostrowiec. Warto też zanotować debiut nowej przyśpiewki. Oto jej tekst: "ooooooo/ Dumą Polski jesteśmy od lat/ Oooooooo/ Kolejowy herb to nasz znak/ Wszyscy boją się nas, Lecha zna cały świat, dumą Polski jesteśmy od lat...".
Adam Hoffmann
Autor jest koordynatorem sekcji Wichrowe Wzgórze. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
|