I kto powiedział, że gra obronna nie może być piękna? Lech Poznań bronił się przed atakami Dyskobolii niczym oblężona Częstochowa z księdzem Kordeckim na bramce. I odparł atak Mości Babiniczem, czyli Jędrkiem Kmicicem tegoż zwycięsko przetrwanego oblężenia był trener Franciszek Smuda i dziś przyznać to muszą jego najwięksi oponenci. Pięć kolejno wygranych spotkań, z czego każde w innych okolicznościach, robi wrażenie i nie może być dziełem przypadku. Okoliczności zwycięstwa nad Dyskobolią były szczególne, bowiem decyzja Jarosława Żyro o wyrzuceniu z boiska Ivana Djurdjevicia ustawiła Lecha w konkretnej konfiguracji. Mieliśmy oto unikatową okazję przekonać się, jaka rzeczywiście jest jego defensywa. Ta formacja, która jesienią dopuściła do straty 20 bramek, z czego czterech w Białymstoku. Ta sama, przez dziury w której czołg by przejechał - jak pisano jeszcze rok temu. Ta wreszcie, która bodaj jednego meczu nie rozegrała w tym samym składzie, nękana głównie kontuzjami. Ona właśnie jest teraz najbardziej chwalona - Lech stracił bowiem wiosną cztery bramki, a przez obronę nie tylko czołg, ale nawet mały Adrian Sikora się nie prześlizgnie. I ma nowego bohatera - Grzegorza Wojtkowiaka, nowego środkowego obrońcę. A już kompletną sensacją jest odkrycie, że Luis Henriquez też umie grać w piłkę. Spoiwem defensywy Lecha jest Bartosz Bosacki, o którym nawet Wojtkowiak mówił, że "gdy gra z Bartkiem, czuje się pewniej". Dawno, dawno temu, gdy obrona "Kolejorza" grała jeszcze słabo, to Bosacki lansował tezę, iż nie można odpowiedzialnością za stracone gole obarczać tylko obrońców. Bo przecież cały zespół broni. Tę samą zasadę wypada zastosować i teraz. O dobrej grze defensywnej Lecha stanowi także, a kto wie, czy nie przede wszystkim, postawa drugiej linii. To ona powstrzymuje rywala na tyle daleko od defensywy, że ta nie ma okazji popełnić zbyt wielu błędów. I wreszcie do kompletu dorzućmy Krzysztofa Kotorowskiego, który od czasu do czasu - jak choćby przy bramce Mariusza Muszalika - popełnia błędy jak dawniej. Jednakże postęp, jaki zrobił, a który korzeniami tkwi zapewne w rywalizacji z Emilianem Dolhą, jest ogromny. W tym sensie przyjście Dolhy obróciło się na korzyść Lecha. Słowem - Lech potrafi się bronić. I trzeba przyznać, że nauczył go tego Smuda, który niczym mości Babinicz dzięki tej misternie konstruowanej obronie może zyska w końcu utraconą niegdyś sympatię krytyków. "A wszystkie winy zostaną mu zapomniane i wybaczone." Czy tak będzie, gdy Lech sięgnie po wicemistrzostwo?
|