Wczoraj o godzinie 19 Lech Poznań miał zostać wiceliderem polskiej ekstraklasy. Rywalem „Kolejorza” był typowy ligowy „średniak” – Ruch Chorzów. Zespół, do którego przed obecnym sezonem dołączyli niechciani przy Bułgarskiej Maciej Scherfchen i Marcin Zając. Wszyscy w ekipie Franciszka Smudy spodziewali się ambitnej gry ze strony byłych piłkarzy Lecha, tym bardziej po ostatnich doświadczeniach z Gdyni. Okazało się jednak, że wnioski z tamtego spotkania nie zostały wyciągnięte i po raz kolejny Lech doznał porażki. Nie chcę tutaj przeceniać wkładu Zająca i Scherfchena w zwycięstwo ich drużyny, chociaż obaj dzięki swojej postawie zasłużyli na spore pochwały.
Lech przegrał w podobnym stylu jak w Gdyni i mimo, że cały czas utrzymuje się w czołówce pokazuje następnym rywalom, że jest zespołem jak najbardziej do ogrania. Co przesądziło o porażkach z Arką i z Ruchem? Większa determinacja, agresja, ambicja, wola walki i chęć pokazania się tych zespołów. Umiejętności czysto piłkarskie były po stronie drużyny Franciszka Smudy, ale gdy nie zostały one poparte cechami które w poprzednim zdaniu wymieniłem nie zdały się one na wiele. Zespół nie potrafił się podnieść po dwóch straconych bramkach, ewidentnie brakowało instynktu do natarcia w trudnym momencie. W mojej ocenie tylko Arboleda i Murawski zagrali na przyzwoitym poziomie i szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy Ci piłkarze w tym sezonie zawiedli. Obaj mają mentalność zwycięzców, a potwierdzeniem moich słów jest gol na 4:2 w pucharowym meczu z Austrią…
W tym momencie trzeba się zastanowić nad przyszłością, najwyższa pora wyciągnąć wnioski i jak najszybciej zatrzeć złe wrażenie. To apel przede wszystkim do piłkarzy i sztabu szkoleniowego, bo warunki do rozwoju stworzono im znakomite. Nie można również popadać w panikę, bo żadnego dramatu jeszcze nie ma. Cała Wielkopolska żyje Pucharem UEFA, ale należy pamiętać, że priorytetem w tym sezonie jest mistrzostwo Polski. Lech nie może pozwolić sobie już na porażki w tej rundzie, limit ich został wyczerpany wczoraj…
Autor: Michał Sobkowiak
|
|
Komentarze
| Ubot | 2008-10-20 14:58 | | A może warto powiedzieć sobie szczerze, albo rybka albo akwarium. Polska liga to nie Premiership. Ze świecą można szukać zawodników którzy zagrają dwa dobre mecze w tym samym tygodniu, a wiadomo, że Lech żyje teraz przygotowaniem do p.UEFA. Nie mówię tego w kontekście meczu z Chorzowem, bo akurat ostatnio żadnej konkurencji dla meczu Ekstraklasy nie było i akurat to powinni wygrać, ale nie będzie mnie dziwiło jak w najbliższym czasie na 4 mecze: PP, PE, PU i ligowy tylko jeden wyjdzie tak jak powinien.. To są tylko ludzie. Oby tylko dobrze wybrali.. |
| Dariusz | 2008-10-20 15:42 | | Jeśli nasi nie będą potrafili grać co 3 dni to nigdy nie zaistniejemy w Europie i nadal jak w poprzednich sezonach zwyciężać będą z nami drużyny z Mołdawii czy Gruzji. Po prostu musimy od nich tego wymagać w końcu są profesjonalistami! |
| romak | 2008-10-20 18:30 | W 100% zgadzam się z autorem tekstu!
Pozdrawiam |
| sebalechowy | 2008-10-20 19:00 | | oki są profesjonalistami ale to nie zależy tylko od zawodników lecz od sztabu szkoleniowego i mentalności zawodników. W Premiership zawodnicy grają co 3 dni na najwyższym poziomie ale tam to nic nowego są przyzwyczajeni, W Polsce dopiero piłkarze uczą sie grać na wysokim poziomie co 3 dni. Potrzebują czasu piłkarze muszą się przyzwyczaić do takiego tempa gry. Lech dopiero teraz osiągnął sukces i gra 2 czasami 3 razy w tygodniu jak Kolejorz co rok będzie odnosił sukcesy to piłkarze sie przyzwyczają i będzie dobrze. |
| kuba1922 | 2008-10-20 22:45 | | Mistrzostwo zdobywa się wygrywając ze słabeuszami. Tyle na temat. |
|
|
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany w serwisie. Aby założyć konto kliknij tutaj.
|