lech poznan
lech poznan
 
lech poznan lech poznan
Login:

Hasło:

Autologowanie

>> zarejestruj się
>> zapomniałem hasła
lech poznan lech poznan
Lech - Zagłębie L. (Vivo)
Lech - Zagłębie L. (Cazeec)
Lech - Polonia B. (Vivo)
Lech - Polonia B. (Cazeec)
Lech - Polonia B. (Mozi)
>> więcej fotorelacji
lech poznan lech poznan
Życie jest niesprawiedl...
Szkielet w rozsypce?...
"Prawda ekranu". Nieobi...
Media kreślą fałszywy o...
Historia nazwy i herbu ...
>> więcej artykułów
lech poznan lech poznan
Juskowiak: Novak i Mrdj...
Waldemar Piątek w rozmo...
Stilić: Rywale wiedzą j...
Sławomir Peszko: Nie ch...
Lech był najbardziej ko...
>> więcej wywiadów
lech poznan lech poznan
lech poznan lech poznan

 


Statystyki www
Agencja Reklamowa, Jak sprzedać reklamę , dom reklamy
Osób na stronie: 19
  lech poznan lech poznan
2010-07-30 00:22 Superpuchar: Lech zagra z Jagiellonią
lech poznan Superpuchar: Lech zagra z Jagiellonią Niedzielnym meczem o Superpuchar Polski zainaugurowane zostaną rozgrywki krajowe w sezonie 2010/11. Piłkarze Lecha Poznań jako aktualni mistrzowie kraju zmierzą się ze zdobywcą Pucharu Polski, drużyną Jagiellonii Białystok. Spotkanie zostanie rozegrane w Płocku, a jego początek zaplanowano na godz. 17:00.

Obie drużyny rozpoczęły już natomiast rywalizację w europejskich ...
>> więcej      >> skomentuj to wydarzenie (23)      >> więcej wydarzeń
  lech poznan lech poznan
BOJKOT Gazety Wyborczej
  lech poznan lech poznan

Przezwyciężyć kryzys
Prezes_ | 2009-04-27 02:06 | własne | A A A
lech poznan Przezwyciężyć kryzys
W Warszawie Kolejorz już żegnał się z tytułem mistrzowskim. Skończyło się tak, że centymetry uchroniły Legię przed nokautem i prawdopodobną walką z Wisłą Kraków o wicemistrzostwo. 90 minut rywalizacji z odwiecznym rywalem to miniaturka tego, co czeka nas w nadchodzących tygodniach: nerwówki, horrorów i walki do ostatniej sekundy. Tak „Smudowsko”, chciałoby się powiedzieć.

Odkąd plecy Kolejorza obejrzał Feyenoord, a Lech wskoczył na pozycję lidera krajowej ekstraklasy, w Poznaniu trwa faktyczne świętowanie na poczet przyszłego sukcesu. Wprawdzie w niebo nie wystrzeliwano jeszcze fajerwerków, ale chyba dla wszystkich się jasne, że tym razem „mistrz Polski znów będzie nasz”. O ile bardziej entuzjastyczny repertuar stadionowych przyśpiewek ma charakter raczej życzeniowy, przekonanie o końcowym triumfie biło z wpisów na forum Wiary Lecha, a ściślej: w wątkach poświęconych tragicznym wypadkom, które w ostatnich miesiącach zabrały z kibicowskiej rodziny kilku nieodżałowanych zapaleńców. Wprawdzie intencją tych adnotacji była oczywiście chęć wypowiedzenia żalu po zmarłym, często wyrażano ją zwrotami w rodzaju: „nie doczekasz tego mistrzostwa…”. W kontekście prac budowlanych na stadionie, czy też dalszych wzmocnień drużyny, wymawiano już magiczne słowo „Liga Mistrzów”. Zwątpienie nadeszło niedawno.

Wyszarpany w ostatniej chwili jeden punkt w starciu z ŁKS-em ucieszył poznańskich kibiców na bardzo krótko. Euforia ustała właściwie kilka sekund po strzeleniu wyrównującego gola, a następujący chwilę później końcowy gwizdek napełnił wszystkich raczej smutkiem. Wiosenna plaga remisów trwa. W tym momencie roztrwoniliśmy przewagę nad drugą Legią i musieliśmy już przygotowywać się do wielkiej gonitwy. Nadszedł czas refleksji : „co się dzieje z naszą drużyną?”. Ze skrajności przez skrajność do następnej skrajności popadać zaczął wizerunek Franciszka Smudy. Początkowo przyjmowany sceptycznie, mozolną pracą nad poprawą gry drużyny stopniowo zdobywał poparcie stadionowych „dołów”, aż w końcu zjednał sobie przychylność także tych wyżej postawionych w hierarchii kibicowskiej i w momencie, gdy już wszystkie sektory zgodnie skandowały jego nazwisko, niepostrzeżenie zaczął się kryzys. Ci, dla których dalszy angaż i podwyżka dla Franza były jeszcze niedawno oczywistością, teraz zaczęli się asekurować: „Nowy kontakt, ale tylko po mistrzostwie”. Ligowe zwycięstwa pozwalały zapomnieć o słabszym stylu. Za korzystny można też było uznać remis z Wisłą, ale już nie z Górnikiem, Arką i ŁKS-em.

W poszukiwaniu drugiej połowy
W tegorocznych zmaganiach od czasu fantastycznej pierwszej połowy w Udine, Lech ani razu nie zagrał na miarę oczekiwań. Owszem, mieliśmy przebłyski dawnej formy i pomyślne zrywy w końcówkach, to jednak nadal nie był Kolejorz sprzed kilku miesięcy. Rozpoczęty w lutym „mecz” udało się zamknąć dopiero dzisiejszą drugą częścią gry, przedtem jednak było masakryczne pierwsze 45 minut. Wspomniany wcześniej mecz z ŁKS-em znacząco uprościł sprawę: skończyły się kalkulacje, gramy „na życie i śmierć”. I drużyna tego wyzwania nie wytrzymała. Psychicznie.

Dlaczego przyczyn słabego początku upatruję zwłaszcza w psychice? Wyłącznie względami mentalnymi nie można wyjaśnić seryjnej absencji Kazachstanu na mistrzostwach świata, ani też – to już przykład z krajowego podwórka – tego, że Cracovia wlecze się w ogonie tabeli. Uczciwie więc by można przyznać, że piłkarze Legii mieli zwyczajnie większe umiejętności – ale tak nie było. Raczej w zakresie humorystycznym odbieram uwagi, że mecz toczył się na „twierdzy Łazienkowska”, na którą dodatkowo – co podkreślano na każdym kroku – powrócił doping. Owszem, rozśpiewana trybuna na pewno pomagała lepiej grać zawodnikom gospodarzy, ale z całym szacunkiem dla legijnego ruchu kibicowskiego, to nie stanowiło siły mogącej ogłuszyć graczy z Poznania. Sam warszawski stadion pamięta przecież dużo bardziej fanatyczne atmosfery, a przecież Kolejorz do gry przy pełnych trybunach przyzwyczajony jest jak nikt inny. Niech te rozważania zepnie klamrą inny przykład – jesienią ci sami piłkarze rozbili w Krakowie Wisłę 4:1, choć każdy kto tam był wie, że chóralne śpiewy nie ustawały nawet przy stanie 0:3, a w to, że Wisła – zwłaszcza na własnym stadionie – w piłkę grać potrafi, nikogo nie trzeba przekonywać.

Zepchnięcie do totalnej defensywy w pierwszych minutach świadczy o tym, że gracze w niebiesko-białych strojach wybiegli dziś z tunelu na miękkich nóżkach. Potwierdza to dalszy przebieg spotkania, gdy pod presją niekorzystnego wyniku lechici zaczęli coraz skuteczniej zdobywać pole gry – a przecież ani oni w tym czasie nie poprawili swoich umiejętności, ani Takesure Chinyama i spółka nie doznali nagłej amnezji. Fatalną pierwszą połowę można tłumaczyć li tylko przestraszeniem się „wielkiej Legii”, ja jednak to nieradzenie sobie z presją rozciągnąłbym na wszystkie ostatnie mecze. „Jak to – zaprotestują inni – w Pucharze UEFA grali bez kompleksów, a teraz boją się Piasta Gliwice?”.
Do niedawna sam bym tak stwierdził, tym bardziej, że europejskie wojaże miały oznaczać właśnie otrzaskanie się z wielkim futbolem. Spróbujmy jednak wejść w skórę naszych piłkarzy. Jest 85 minuta rewanżu z Austrią Wiedeń, na tablicy wynik 1:1 i nasza przygoda z pucharami dobiega końca. Tutaj filozofia jest prosta – wbić brakującą „kastę” i walczyć dalej. Później podopieczni Franciszka Smudy zdawali sobie sprawę, że zrobili już więcej niż od nich oczekiwano i mogli grając na luzie odbierać punkty kolejnym renomowanym markom. Gdy jednak tylko zabłysła szansa na większy sukces, pojawił się chaos, choć przebieg niektórych partii meczów z Udinese pokazywał dobitnie, że mogliśmy w cuglach wyeliminować Włochów.

To samo zjawisko zachodzi w przypadku rywalizacji ligowej. Dopóki Lech gonił czołówkę i wyprzedzał kolejne drużyny w tabeli, piłkarze po prostu grali skuteczną piłkę. Odkąd pierwsze miejsce zostało zajęte, a mistrzowski puchar już jakby mienił się w klubowej gablocie, zaczęło się myślenie, kombinowanie i wreszcie – zaczęły się problemy. Ciosem w morale drużyny było też zatrzymanie w lutym jej prawdziwego lidera Piotra Reissa. W 2009 r. Lech ugrał 14 punktów z 24 możliwych. Dla porównania Legia 15, a Wisła 18. W tym nie ma przypadku. Cały czas żyliśmy wręcz uśpieni punktami wypracowanymi w okresie pomyślnej koniunktury. Zgromadzony w tym czasie kapitał definitywnie „przeżarliśmy” remisem z ŁKS-em i to paradoksalnie może dać poznańskim futbolistom niezbędnego kopa.

Co dalej?
Preludium do nowych realiów była druga połowa meczu z Legią. Niemający nic do stracenia lechici ruszyli naprzód i zepchnęli warszawiaków do obrony, czego owocem była wisząca cały czas w powietrzu wyrównująca bramka Roberta Lewandowskiego. Dzięki przejściu na połowę przeciwnika uwolniony wreszcie został spod nieustannego pressingu legijnych plastrów Semir Štilić. Skutek? Kilka niekonwencjonalnych, otwierających drogę do bramki podań, a na sam koniec wymanewrowanie z zimną krwią całego bloku obronnego Legii i o włos od zwycięskiej bramki. Można się tylko zastanowić ile takich sytuacji stworzyłby Bośniak, gdyby miał pomyślne warunki przez cały obie połowy i czy któraś z nich nie zakończyłaby się decydującym golem.

Teraz sytuacja z drugiej połowy meczu z Legią trwać będzie do końca sezonu i co tu dużo mówić – wszystkie pozostałe mecze trzeba wygrać! Jeśli nie potrafilibyśmy zwyciężyć u siebie z Ruchem Chorzów, to do tytułu mistrzowskiego nie dorośliśmy. Starcie z Cracovią musi być spacerkiem, tym bardziej, że jeśli tak dalej pójdzie, to goście nie będą już przy Bułgarskiej bronić się przed spadkiem, gdyż „załatwią” go sobie dużo szybciej. Pozostają więc dwa niezwykle trudne wyjazdy ze Śląskiem Wrocław i Polonią Warszawa. Niestety oprócz kompletu punktów w tych meczach musimy liczyć na potknięca innych. Plagą remisów tak się bowiem urządziliśmy, że oprócz Legii wyprzedza nas jeszcze Wisła. Na szczęście obie drużyny czeka jeszcze wspólny mecz, każdy w nim jednak inny wynik niż remis pozwoli nam wyprzedzić tylko jedną z drużyn. Musimy więc wierzyć w dalsze wpadki obu ekip.

Wnioski ogólne
Zastanawiające jest to, w jaki sposób bardzo dobrą grę i świetne interwencje potrafi przeplatać z błahymi błędami para naszych stoperów. W meczu z Legią dotyczyło to przede wszystkim Bartosza Bosackiego, w przekroju sezonu cecha ta pasuje bardziej do Manuela Arboledy.

Wyraźnie brakuje też zawodnika, który potrafiłby w trudnych momentach poderwać zespół do walki. Cechy świetnego playmakera wykazuje Semir Štilić, to jednak co innego niż liderowanie. Mającemu potrzebne predyspozycje Rafałowi Murawskiemu wciąż daleko do dawnej formy; w końcówce „Muraś” wręcz oddychał rękawami. Lepiej wypadali pod tym względem Ivan Djurdjević i Manuel Arboleda, którzy jeszcze w krytycznej pierwszej połowie próbowali zagrań ofensywnych. Nieciekawą koncepcją, acz wymuszoną kontuzją Hernana Rengifo, jest też gra na jednego napastnika. W efekcie nikt nie odciąga uwagi obrońców od Roberta Lewandowskiego, który podwójnie blokowany nie ma szans na zaprezentowanie pełni umiejętności – a że ma je nietuzinkowe pokazał styl, w jakim oddał wyrównujące trafienie. Martwi też krótka ławka rezerwowych, zwłaszcza w formacjach ofensywnych, przez co trener nie ma możliwości na roszady w sytuacji, gdy gra się wyraźnie nie układa. Najgorsze jest to, że powyższe problemy wydają się nie do rozwiązania. Ja dostrzegam tylko jedno wyjście, ale o tym więcej jutro. Podpowiedź: to nazwisko padło już w tekście.

Niech zwycięża Lech! Wielki Kolejorz KKS!
Ci, którzy wierzą w moc powiedzenia „Franek Smuda czyni cuda” stwierdzą, że decydujące spotkanie nie może wypadać aż na 5 kolejek przed końcem. Spokojnie zając fotel lidera? To byłoby zbyt proste. U Smudy musi być nerwówka, presja i tytuł mistrzowski wywalczony w zupełnie ostatniej chwili. Jeśli ten horror ma rzeczywiście uczynić z Lecha mistrza Polski, to ja nie mam nic przeciwko.

Mateusz Otta





Autor:       Czytań: 3193       >> skomentuj tego newsa (8)
Zobacz także
>>
Komentarze

krisal | 2009-04-27 07:04
Zdecydowanie jestem za... Potrzebujemy GO bardziej niż kiedykolwiek.
mgr T. | 2009-04-27 07:06
Bardzo trafna analiza. Podsumowuje to co czułem, gdy frajersko traciliśmy punkty w tym roku. Nie pozostaje nic innego, niż wygrać pozostałe mecze i liczyć, że to wystarczy. Wierzę, że zawodnicy pokażą w tych meczach charakter (bo najbardziej boli, że w większości spotkań w tym roku zaczynamy grać w piłkę dopiero po stracie bramki) i umiejętności z drugiej połowy meczu z Legią i będzie mozna powiedzieć, że są prawdziwymi Lechitami. A nie tylko ludźmi ubranymi w koszulki w barwach Kolejorza... I że tyle wyczekwiany "majster" będzie w Poznaniu.
My, wierzymy, tylko w KKS!
oliwia242 | 2009-04-27 11:15
Zgadzam się teraz by się przydał bo takiej rutyny nie ma nikt w zespole.Póki co nic mu nie udowodnili . Tak1 Ujek umoczony a gra w najlepsze.No ale to chyba tylko marzenia.
hala32 | 2009-04-27 13:09
Ja mówie otwarcie Zarząd LECHA powinien odwiesić Piotra REISSA on jest teraz potrzebny zespołowi, swoim doświadczeniem napewno by pomógł młodzikom, poza tym zawsze umiał zmobilizować zespól do walki.

Taki UJEK gra,ale Zarząd LECHA tego nie przyjmuje do wiadomości, ocenia winę powinny Sądy!!!

REISS na boiko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
ZAMPANO | 2009-04-27 15:01
Bardzo długi artykuł,ale ciągle wspominanie jak to Lech grał w p.Uefa do niczego nie prowadzi.Jesteś tak dobry,jak w ostatnim meczu(meczach)-to znana formuła,i żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże.Legia w I połowie narzuciła mocny pressing i po pół godzinie zaczęla słabnąć.To nie Lech grał dużo lepiej w II polowie,ale Legia przypominała dziurawą dętkę.Co dalej? Myślę,że to nie koniec remisów Lecha.
sebalechowy | 2009-04-27 15:25
Bardzo dobry artykuł szkoda ze te punkty pogubiliśmy bo już praktycznie po tej kolejce byśmy świętowali mistrzostwo, mi jeszcze śni się sytuacja Stilica w meczu z Arka i strzał w poprzeczkę. Ja już pisałem wcześniej że ten spadek z pozycji lidera może nam paradoksalnie pomóc w walce o mistrza bo być może właśnie ten spadek wyzwoli w piłkarzy dodatkową motywacje da im dodatkowego kopa. Początek tego roku jest dziwny ogólnie pechowy (Sprawa Reissa, kontuzja Rengifo, remisy itd) ale z drugiej strony to mamy wóchte szczęście że potrafiliśmy strzelić w ostatniej minucie. Kto wie być może powrót Rengifo będzie najważniejszym momentem w tym roku, nie mam żadnych wątpliwości że po jego powrocie Lech zacznie grać lepiej, Lewy zacznie strzelać więcej goli itp.
ZAMPANO | 2009-04-27 16:24
Widzę,że niektórzy dalej myślą kategoriami jesieni.Dobra forma Lecha,to już historia(przynajmniej pod Smudą).TO SE UŻ NE VRATI-jak mawiają Czesi."Gdybyśmy nie pogubili punktów..."-inni też gdzieś gubili te punkty-każdy z czołówki tabeli może tak powiedzieć.Reasumując:pyszałków nie sieją-sami się rodzą.
sebalechowy | 2009-04-27 19:38
Ja uważam że Smuda musi zostać na stanowisku trenera Lecha Poznań, ty zampano coś widzę że lubisz popadać ze skrajności w skrajność dla mnie to paranoja nigdy nie krytykowałem i nie zamierzam być przeciw Smudzie bo lepszego polskiego trenera w Polsce nie znajdziemy a z trenerami zza granicy nigdy nic nie wiadomo. Oby Smuda podpisał kontrakt i dalej tworzył potęgę Kolejorza przecież w końcu śpiewamy na meczach pieśni że jesteśmy z klubem na dobre i na złe itp dla mnie równoznaczne jest to z poparciem dla trenera. Mieliśmy kryzys jestem święcie przekonany że tą drugą połową Lech zakończył to co złe w tej rundzie. Wraca Rengifo a każdy z nas doskonale wie jak ważny jest to dla nas zawodnik pokazał to mecz z Wisłą w PP gdzie Lewy w pierwszych 30 minutach miał więcej okazji do strzelenia gola niż we wczorajszym meczu aż do zdobytej bramki.
Dodaj swój komentarz


Aby dodać komentarz musisz być zalogowany w serwisie. Aby założyć konto kliknij tutaj.
 
lech poznan (C) Copyright LechPoznan.NET Designed by Maciej Kostecki, coded by Maxer Protected by BOWI Group
Wszelkie nazwy, znaki towarowe i firmowe zawarte na stronie są własnością ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
lech poznan