|
|
|
| 2010-07-30 00:22 |
Superpuchar: Lech zagra z Jagiellonią |
|
Niedzielnym meczem o Superpuchar Polski zainaugurowane zostaną rozgrywki krajowe w sezonie 2010/11. Piłkarze Lecha Poznań jako aktualni mistrzowie kraju zmierzą się ze zdobywcą Pucharu Polski, drużyną Jagiellonii Białystok. Spotkanie zostanie rozegrane w Płocku, a jego początek zaplanowano na godz. 17:00.
Obie drużyny rozpoczęły już natomiast rywalizację w europejskich ...
|
|
| >> więcej >> skomentuj to wydarzenie (23)
>> więcej wydarzeń |
|
|
|
|
| W jedności siła! |
| Melkor | 2010-03-09 12:06 | | A
A
A |
Ciepły, majowy wieczór, spotkanie jednej z ostatnich kolejek Ekstraklasy. Tego dnia odbywa się długo oczekiwany mecz rundy. Lech Poznań, jeden z głównych pretendentów do tytułu, podejmuje u siebie aktualnego mistrza kraju… Polonię Warszawa. Nadchodzi godzina 20. Stadion przy ul. Bułgarskiej jest wypełniony w 2/3 swojej pojemności. Kolejni widzowie zajmują miejsca, uprzednio zaopatrując się w przekąski i napoje. Rozlega się pierwszy gwizdek wraz z którym 22 mężczyzn zaczyna uganiać się za piłką. Szare trybuny milczą, z rzadka reagując oklaskami na ładniejsze akcje gospodarzy, sztuczki techniczne. Mija 30 minut meczu. Wreszcie Mateusz Możdżeń, doświadczony kapitan kolejowej jedenastki, umieszcza futbolówkę w bramce czarnych koszul płaskim strzałem z 15 metrów. Ludzie zebrani na trybunach wyskakują ze swoich miejsc, w szale radości wpadając sobie w ramiona. Wydaje się, że stadion zaczyna ożywać, tłumy uradowanych Wielkopolan śpiewają. Nie trwa to jednak długo. Po kilku minutach chwilowego szaleństwa, spontanicznych okrzyków „Kolejorz! Kolejorz!” wraca spokój. Widownia ponownie zastyga w bezruchu, kierując swoje spojrzenia na zieloną murawę i przesuwające się tam sylwetki zawodników. Może i ten wstęp jest mocno przesadzony, a wielu z Was po przeczytaniu uważa, że ta próba przybliżenia przeze mnie przyszłości ruchu kibicowskiego w Poznaniu jest wysoce nieudolna. Czy rzeczywiście nasza przyszłość może się pisać w aż tak czarnych barwach? Przecież w kraju nad Wisłą należymy do kibicowskiej czołówki i przyszłość wydaje się być świetlana. Do pewnego czasu tak właśnie myślałem, ale czasy się zmieniają. Dostaliśmy Euro, które może stać się w pewnym sensie „koniem trojańskim” dla polskiego ruchu kibicowskiego. Z jednej strony nowe stadiony, chociaż nie zawsze takie jakbyśmy sobie wymarzyli. Jednak różnica pomiędzy radosną twórczością PRL-u a aktualnie budowanymi arenami piłkarskich zmagań, pomimo ich niedoskonałości wynikających z fuszerki budowlańców i projektantów, jest jednak kolosalna. Ktoś powie, że dzięki temu zbliżymy się do zachodu Europy. Nasi ultrasi będą mieli większe pole do popisu, bardziej funkcjonalne sektory, a przede wszystkim dach wpłynie pozytywnie na akustykę stadionu. To z kolei przełoży się na jakość dopingu. Wszystko to prawda. Jednak należy też dostrzec drugą stronę medalu, która nie jest już taka jasna. Zapytacie pewnie – a co mają do tego stadiony? Otóż nowe stadiony swoją pojemnością umożliwią znaczne zwiększenie frekwencji na meczach naszej polskiej ligi. W związku z tym na trybuny zawita masa ludzi, którzy nigdy dotąd nie mieli okazji oglądać na żywo poczynań naszych polskich „gwiazdek”. Wraz z nimi na Bułgarską powinni wrócić także ludzie, niechodzący na mecze z powodu znacznego wzrostu cen biletów, który bądź co bądź, miał miejsce na przestrzeni ostatnich lat. Oczywiście frekwencja będzie wypadkową wielu czynników. Jednak można śmiało założyć, że wzrost będzie znaczny, biorąc pod uwagę obecne ambicje włodarzy Kolejorza i związaną z tym walkę o majstra, nie wspominając o corocznej grze w pucharach. Ta, staje się warunkiem niezbędnym do spełnienia marzeń o silnym Lechu. Na trybuny ludzi przyciągnie także sama ciekawość. Wielu będzie chciało zobaczyć jak wygląda nowy stadion, o którego budowie tyle mówiło się w mediach. To właśnie od nas teraz w głównej mierze będzie zależeć, czy fala nowych kibiców zmieni Bułgarską na modłę zachodnioeuropejskich stadionów - nie daj Boże Anglii, czy jednak przetrwamy. A wraz z nami to, co dotąd udało się zbudować dzięki ciężkiej pracy wielu kibiców. Oczywiste jest, że nie wypełnimy stadionu fanatykami, nie będziemy wstanie dotrzeć do wszystkich. Trzeba zrobić wszystko, aby „nowi” zrozumieli, że niebiesko-białe barwy to świętość, którą należy szanować, a szalikiem zdecydowanie nie powinno się wycierać krzesełka. Oby jak najwięcej osób pojęło, że z drużyną powinno się być na dobre i na złe, zostawać do końca meczu dopingując, pomimo niekorzystnego wyniku. Będzie to nasz mały sukces. Również bardzo istotna będzie współpraca z dziećmi, potencjalnymi przyszłymi kibicami. O wiele łatwiej ukształtować w kibicowskim duchu dziecko odwiedzające stadion wraz z rodzicami niż osoby dorosłe mające pewne nawyki, które nie zawsze są zgodne z naszymi przekonaniami. Wraz z wzrastającym poziomem infrastruktury, pewne środowiska (czyt. ITI, GW, rząd, Ekstraklasa S.A, PZPN) chcą nam fundować zachodnio-europejski, komercyjny model kibicowania - jeżeli można to tak nazwać. „Kibic w krawacie jest mniej awanturujący się” - ten cytat z happeningu kibiców łódzkiego Widzewa zdaje się oddawać istotę problemu. Panowie z uwielbianej przez nas za swój kunszt i rzetelność gazety, innych mediów i wszelakich związków, spółek odpowiedzialnych za obecny stan polskiej kopanej pomimo swoich olbrzymich chęci nie zapełnią stadionów krawaciarzami z prostej przyczyny. Nasze społeczeństwo nie jest tak bogate jak np. angielskie, a ludzie obecnie pojawiający się na trybunach stanowią w dużej mierze klasę średnią. Ciężko stwierdzić jak zachowają się właściciele klubów w takich miastach jak Gdańsk, Wrocław czy Poznań, kiedy powstaną nowe stadiony, ale wysoce prawdopodobne jest, że ceny biletów spadną. To wszystko w trosce o zwiększenie frekwencji na trybunach, która dziś w takim Gdańsku czy Wrocławiu nijak ma się do przyszłej pojemności tamtejszych stadionów. Wniosek z tego prosty - także Ci mniej zamożni kibice będą mogli wybrać się na mecz. Nie jest jednak tak dobrze jakby mogło się wydawać. Wszyscy wiemy, że Polska wespół z Ukrainą już za 2 lata będzie organizować Euro. Właśnie ta impreza stała się koronnym argumentem do walki z bydłem stadionowym wszelkimi możliwymi środkami i sposobami. Działając w imię zasady „cel uświęca środki”, głównie towarzystwo z Ekstraklasy S.A przy wsparciu rządowego bubla - ustawy o organizacji imprez masowych, najbardziej przykręca nam obecnie śrubę. Dodajmy do tego grono dziennikarzy sportowych, dla których dziennikarska rzetelność to termin z gatunku „since fiction” i mamy aktualny obraz tego, co się dzieje w Polsce. Nie będę opisywał poszczególnych zakazów, nakazów, „reform” wprowadzanych przez Ekstraklasę, ani dziennikarskiej twórczości „panów Szadkowskich”. Mam nadzieję, że większość doskonale orientuje się w temacie. Jeżeli ktoś takiej wiedzy nie posiada, wystarczy, że prześledzi doniesienia medialne na temat kibiców i wyklaruje sobie obraz sytuacji, biorąc poprawkę na obiektywność, której brakuje mediom. Co my możemy zrobić? Wbrew pozorom, nie jesteśmy na straconej pozycji. Nasze interesy reprezentuje Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców, który walczy m.in. o legalizację pirotechniki i wolność słowa na trybunach. Czy jego działania będą skuteczne? Czas pokaże. Jest natomiast pewne, że jedyna droga do zwycięstwa, to połączenie sił wszystkich przedstawicieli poszczególnych klubów, co już się dzieje. Tylko w ten sposób możemy wywalczyć respektowanie naszych praw przez podmioty odpowiedzialne za polską ligę. Środowisko kibicowskie boryka się obecnie z wieloma problemami. Wspominałem już o paradoksie Euro i kłopotach związanych m.in. z Ekstraklasą S.A i mediami. Jest jednak jeszcze jedna sprawa, którą warto poruszyć. Mianowicie relacje na linii właściciel klubu-kibice. W tej chwili Lech i jego kibice są wzorem do naśladowania dla całej piłkarskiej Polski. Klub przykłada dużą rolę do współpracy z fanami, budując wielkiego Kolejorza. Tą tezę potwierdza wypowiedź wiceprezesa Lecha, Arkadiusza Kasprzaka, który udzielał wywiadu Gazecie Wyborczej po tym, jak panowie redaktorzy postanowili doczepić się do systemu dystrybucji biletów na mecz wyjazdowy Pucharu UEFA – Niech pan napisze, że Lech chce mieć takich kibiców jakich ma i jest z nimi bardzo szczęśliwy. Ci ludzie dopingują Lecha i pojadą za nim na koniec świata. A teraz zastanówcie się czy takie słowa na temat swoich kibiców byłby wstanie wypowiedzieć Leszek Miklas, prezes Legii? Oczywiście odpowiedź brzmi - nie. Tutaj dochodzimy do drugiego modelu współpracy z kibicami, a właściwie jej braku. Walter i spółka, zamiast traktować kibiców jak partnerów, którzy ramię w ramie razem budują klub, chce doprowadzić do sytuacji, gdzie to klub będzie stroną dominującą. Współpraca z kibicami, albo lepiej powiedzieć ludźmi mieniącymi się ich przedstawicielami, będzie fikcją. Dla nich niezależne Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa nie ma prawa bytu, bo kibice jasno dali do zrozumienia, że nie będą marionetkami, którymi można dowolnie kierować. Wszystkie afery z kibicami Legii były i nadal są ITI na rękę. Co więcej koncern dokłada własną cegiełkę do budowania wizerunku kibica bandyty. Prosty przykład - „akcja widelec”. Myślę, że gdyby sytuacja ułożyła się inaczej, nie byłoby incydentu w Wilnie, późniejszych wpadek, czy samobójów jak chociażby popularne „jeszcze jeden”. W mojej opinii władze Legii tylko czekały na potknięcie kibiców, może nawet same im w tym pomogły. Praktycznie na nawiązanie normalnych relacji nigdy nie było szans. Obecna sytuacja przedstawia się w dalszym ciągu nieciekawie. Konflikt trwa od kilku lat, po krótkotrwałej odwilży i nadziei na zakończenie sporu wszystko wróciło do poprzedniego stanu. Jakiegokolwiek dopingu i opraw brak. Klub nakłada zakazy stadionowe np. za opuszczenie swojego miejsca podczas meczu, stopniowo eliminując niewygodnych sobie kibiców, a także zabrania wnoszenia flag. Po meczu z Ruchem Chorzów i okrzyku „jeszcze jeden”, kiedy to ochrona siłą wyprowadziła gniazdowego, kryzys jeszcze bardziej się pogłębił. W międzyczasie budowany jest nowy/stary stadion, który jeszcze tego roku ma zostać oddany do użytku i wtedy przekonamy jak to wpłynie na całą sytuację. Warto podkreślić, że klub robi co tylko może, aby warszawscy kibice nie mogli wejść na sektory gości. Jak to wszystko ma się do Lecha? Cóż, nie oszukujmy się, Jacek Rutkowski nie będzie sternikiem klubu wiecznie. Prędzej czy później klub zmieni właściciela. Ten dzień wbrew pozorom może nadejść już za kilka lat. W tym momencie należy sobie zadać pytania: Co jeśli Lechowi trafi się taki Walter? Co jeśli nowy właściciel będzie chciał sobie podporządkować trybuny? Legia należała do czołówki polskiego ruchu kibicowskiego praktycznie w każdej dziedzinie - tak jak teraz my. Nie oszukujmy się, kibice Legii przegrywają walkę z ITI. Czy nasza przyszłość będzie podobna? W poprzednich akapitach pisałem o aktualnych zagrożeniach, które nas dotykają i zmianach zachodzących na naszych oczach. Było wiele słów o walce, o tożsamość trybun. Jak tę tożsamość zachować? Moim zdaniem kluczem do sukcesu jest jedność wszystkich grup kibicowskich - od piknika do fanatyka. Nie pomogą nam podziały, a nasz głos będzie słyszalny dopiero wtedy, kiedy zgromadzimy się wszyscy pod jednym sztandarem. Obecnie organizacją ruchu kibicowskiego na Lechu zajmuje się Stowarzyszenie „Wiara Lecha”. To właśnie stowarzyszenie stawia czoła medialnej nagonce skierowanej przeciwko kibicom, walczy w strukturach OZSK o nasze prawa, jest organizatorem wielu akcji, m.in. o charakterze dobroczynnym, patriotycznym, organizuje wyjazdy, współpracuje z ultrasami. Nie ukrywajmy – każdy, chodź czasami się do tego nie przyznaje, czuje w sercu dumę, kiedy czyta o dokonaniach ludzi skupionych w strukturach WL. Lubimy, kiedy przykleja nam się metkę „najlepszych kibiców w Polsce”. Patrzymy z uznaniem, czasami wręcz z niedowierzaniem, na kolejne popisy ultrasów. Nawet ludzie, którzy na stadion przy ul. Bułgarskiej nie uczęszczają często, podkreślają jakie niebagatelne znaczenie ma atmosfera, która tam panuje. Wszystko pięknie… tylko jak wspominałem na początku - czasy się zmieniają. Dlatego żeby stawić czoła przyszłości, WL musi stale się rozwijać. Obecnie liczy około tysiąca osób. Pewnie nigdy nie osiągnie poziomu choćby Stowarzyszeń kibiców Manchesteru United, czy „Socios” Barcelony pod względem ilości członków. Jednak, podkreślę raz jeszcze, nie stoimy na straconej pozycji. WL to nie sztywne struktury, ale przede wszystkim ludzie, których łączy jedna pasja, jeden klub. Miejsce znajdzie się dla każdego, któremu nie obce jest dobro Lecha. Tylko silne Stowarzyszenie, reprezentujące tysiące kibiców, będzie mogło stawić czoła człowiekowi pokroju Waltera, chcącemu na siłę wtłoczyć angielskie standardy. Także nadal kierować ruchem kibicowskim w obliczu napływu na stadion masy nowych ludzi. Przede wszystkim natomiast jeszcze skuteczniej egzekwować nasze prawa w kontaktach z klubem, PZPN-em i Ekstraklasą S.A. Aktyn
|
|
Autor: Czytań: 4492 >> skomentuj tego newsa (24)
|
Zobacz także
>>
|
|
Komentarze
| paul80 | 2010-03-09 12:47 | | Moim zdaniem ceny biletow nie spadna, bo 20k widzow po 40PLN za bilet daje 800k PLN, a 30k widzow po 20PLN za bilet to tylko 600k PLN nie mowiac juz o 40k widzow po 10 PLN za bilet - to tylko przykladowe wyliczenia ale tak sie zachowuja krzywe podazy i popytu. Wiec z ekonomicznego punktu widzenia lepiej miec pol stadionu zapelnione za wyzsza cene biletow niz caly stadnion za tansze bilety. Dlatego kluby beda chcialy miec wiecej kibicow w "krawatach", ktorych bedzie stac na przychodzenie na mecze. To z kolei teoretycznie da wiecej kasy klubowi, ktory bedzie mogl kupic lepszych zawodnikow ale straci na tym atmosfera na meczach. A w dziesiejszych czasach rzadzi pieniadz a nie sentymenty wiec dopingujacymi kibicami raczej nikt sie nie bedzie przejmowal. |
| wojtlomiej | 2010-03-09 13:06 | | paul80 - dlatego tak kluczowe jest w marketingu ustalenie właściwej ceny. Trzymając się Twoich rozważań, czysto teoretycznych oczywiście - dlaczego bilety po 10 zł? A może lepiej po 20 i wtedy 40k widzów daje 800k PLN - lepiej przy tych samych pieniądzach mieć cały stadion niż pół. |
| PiotrEkspert | 2010-03-09 13:09 | | Wątpie żeby na Odre czy Piast przyszedł cały stadion, nawet jeśli bilety by kosztowały 15zł... |
| Spirit | 2010-03-09 13:12 | | dlatego powinni podzielic ceny sektorami tak jak w Anglii, czym blizej boiska ceny nawet 50, a czym dalej okolo 20... mam kase place 50 dych i mam Lewandowskiego na wyciagniecie dloni, nie mam kasy siedze w gornych czesciach stadionu z lornetka;-) proste |
| rafi30 | 2010-03-09 13:17 | | autor chyba pomylil fakty- najpierw bylo Wilno a pozniej "widelec" A co do nowych kibicow-pamietacie poczatki 4 trybuny? zero dopingu- a teraz 90% siedzacych tam odpowiada na kazda przyspiewke kotla a i sami probuja spiewac wiec..nie bedzie tak zle ! |
| adriano36 | 2010-03-09 13:24 | Ze względu na chwilkę wolną w pracy szybko "przeleciałem" ten artykuł....i pierwszy wniosek to taki że tzw kibice dopingujący boją się napływu tzw pikników, krawaciarzy itp. Zgadzam się w 100%....ale tutaj wg mnie otwiera się pole do popisu dla WL, dla prowadzących doping na stadionie. Panowie może nie jestem fachowcem w dziedzinie dopingowania, ale umiem patrzeć, oceniać, a co najważniejsze wyciągać wnioski. Do czego dążę? Już tłumaczę....miałem niesamowite szczęście być na meczu tureckiego Fenerbahce...Mają stadion większy od naszego (ponad 50 tysiecy miejsc). Zdawać by się mogło że zapanowanie nad przyzwoitym dopingiem jest raczej niemożliwe przy takiej ilości ludzi...nic bardziej błędnego. Doping prowadziło przynajmniej 6 osób rozstawionych na całym stadionie (po dwóch na długich bokach boiska i po jednym gościu za bramkami). Kolesie znakomicie ze sobą współpracowali, non stop byli ze sobą w kontakcie (nie tylko wzrokowym :))) ). Ktoś powie...Turcy inny temperament, inne przyzwyczajenia....nic bardziej mylnego. Krawaciarzy było naprawdę wielu, a mimo to i ich udało się rozruszać. Podsumowując: z jednego miejsca za bramką przy tak dużym stadionie nie jesteście, mimo najszczerszych chęci poprowadzić dobrze dopingu. Nie ma co rzucać "mięsem" tylko zacząć "pracę u podstaw" :))) Turkom też napewno od razu się nie udawało...
Jednego jestem jednak pewien....dacie radę chłopaki....zawsze dajecie :)))
|
| URbi | 2010-03-09 13:34 | Co do tych "nowych" kibiców, zasiadających na trybunach:
wg mnie warto zainwestować w śpiewniczki dla każdego, bo brak dopingu na ogół bierze się z nieznajomości słów przyśpiewek ;)
każdy kibic przy wejściu dostawałby śpiewniczek i podczas meczu na pewno spróbuje coś tam zaśpiewać, bo będzie mieć przed sobą tekst... Oczywiście jeśli dany kibic powie na wejściu, że nie potrzebuje śpiewnika, bo jest fanatykiem, to go nie dostanie, tym samym więcej śpiewników zostanie na kolejne mecze ;)
co o tym sądzicie? |
| kev72 | 2010-03-09 13:43 | Ciekawy i dobry artykuł.Bilety oczywiscie muszą iśc na dół.Nie mozna tez zniechęcać na przyjscie na mecz tzw.pikników.Dużo jest naprawde od lat wiernych kibiców Kolejorza,ale nie kazdy z nich (np' z racji wieku) potrafi spiewac i krzyczec przez 90 minut.Ich tez uszanujmy.Kto przyjdzie z ciekawosci,a nie załapie bakcyla już nie wroci .I dobrze,takich nie potrzeba.Jednak stadion zapełnić trzeba.
Uszanowac nalezy kazdego kto przyjdzie.w końcu zostawia kase Lechowi.Gdy sam zauwazy,ze to nie jego bajka,to nie wróci i bardzo dobrze.Potrzeba kibica mającego przede wszystkim w sercu Lecha. |
| szypa | 2010-03-09 13:58 | | Tam gdzie wierny kibic tam będzie doping. Pamiętacie Górnika Zabrze? Ceny biletów 3 lata temu osiągnęły zawrotną cenę 5,- zł (pięć). Trybuny zapełniły się po brzegi a doping był tak ogłuszający, że nawet Poznanaiacy nie byli w stanie ich przekrzyczeć z Zabrzu. Górnik, Lech czy Widzew mają taki potencjał i osobiście nie obawiam się kibicowskiej pustyni czy też drugiej Warty na Bułgarskiej. Poza tym nawet 20.000 śpiewajacych gardeł zamieni nieckę stadionu w kocioł czarownic. |
| girjic | 2010-03-09 14:06 | Fajny wpis.
Co do dzieciakow - mam trojke, i do 10-tego roku zycia nie zabiore na mecz na mój Widzew ze względu na bluzgi na stadionie. Ja akurat przy dzieciach, w domu, w pracy - nie bluźnię. Uwzglednijcie takich ojcow jak ja opracowując spiewniki - z checia nauczylbym dzieciaki wesolych, z humorem napisanych piosenek o Widzewie - pewnie inni ojcowie o Lechu.
Dalej - jak 10-latka nauczycie skakac i wrzeszczec, to zostanie mu to na cale zycie. 20-latka tego nie nauczycie - jak tlum skacze, to i on podskoczy, by sie nie wyrozniac, ale sam nie zacznie i nie zaintonuje, jak nie jest nauczony tego od dziecka. Wiec na takich zwroccie uwage - ale tu uwaga - musicie do nich podejsc tak, by rodzice nie będacy fanatykami nie mieli oporów w zabieraniu ich na mecz.
Oczywiscie nie zgadzam sie co do wywodu dot. SKLW i Legii. Gdybym byl prezesem Lecha, bylbym dumny z kibicow. Gdybym byl prezesem Legii - coz... Nie wiem, moze za darmo wpuszczalbym dzieci do lat 12, z ktorych kazdy moglby wprowadzic rodziców (dorosli przy dzieciach zachowują sie rozsądniej). I nie sprzedawal zadnych biletow. Po prostu nie wiem, ale
Nie porownujcie siebie z SKLW - i Wy i Oni to kibice, ale dla mnie Wy jestescie traktowani przez klub tak jak na to zasłużyliście, a Oni są traktowani przez źle zarządzany klub tak, jak na to zasłużyli. |
| glos z zagranicy | 2010-03-09 15:15 | Autor chyba troche za duzo czarnej farby uzyl w tym opisie przyszlosci. Jestem spokojny o rozwoj ruchu kibicowskiego w Poznaniu, bo tu cale miasto zawsze kibicowalo Lechowi. Nawet kiedy ten ruch nie byl tak jednolity (za komuny bylo to niemozliwe by ludzi laczylo cos wiecej niz partia) to liczebnosc na trybunach zawsze byla wysoka. Co do jakosci dopingu to bywalo roznie, ale glownym "motorem napedowym" na trybunach jest to jak gra zespol i o co gra zespol. Jak bedziemy w czolowce i grac bedziemy jak ostatnie lata to i trybuny dadza sie porwac, rowniez tam gdzie siedza pikniki. Niech przykladem bedzie Dortmund. Mysle ze nam jest juz dosc blisko do nich, bo u nas powoli bycie kibicem Lecha dla mieszkanca Poznania i okolicy to rzecz normalna, prawie obowiazkowa, to sposob na zycie dla wielu mlodych ludzi. Pamietam siebie jak bylem mlody to nic innego dla mnie nie istnialo niz mecz, czlowiek z chaty uciekal by na wyjazdy pojechac. Z biegiem czasu ten zapal ustaje i wystarczy ze pojde na kazdy mecz i pokrzycze sobie, poczuje ten "zew krwi". Widze jak teraz dzieci moich kumpli ida z nami na mecz, widze ich zaangazowanie. Jestem wtedy spokojny o przyszlosc bo rosnie mlode pokolenie. Trzeba im tylko przekazac pewne formy i normy.
Uwazam ze straszenie nas jakims "naszym Walterem" jest lekko przesadzone. Wiadomo ze poczatek konfliktu w warszawie mialo podloze finansowe. Tam starlo sie dwoch gosci: jeden wlasciciel klubu, ktory nie chcial sie dzielic sianem z drugim gosciem ktory byl wlascicielem sklepu z pamietkami. Tak sie skladalo ze ten gosc od pamietek byl tez silnym przywodca kibicow. Facet wykorzystal ich do swojej walki i zagmatwalo sie tam to wszystko tak bardzo ze dzis trudno bedzie cokolwiek ulozyc. Ale to nie nasza sprawa, niech oni sie tym martwia. U nas tego konfliktu nie bylo. Miedia staraly sie ten konflikt jakos rozniecic, ale im to nie wyszlo. Rutkowski dobrze wie ze bez publicznosci jego interes w Lechu upadnie - to zdrowe podejscie do sprawy i chwala mu za to ze jest normalny. Watpie by ktokolwiek, kto przejmie klub po Rutkowskim nie docenil tego jakim bogactwem dla klubu sa jego wierni i liczni kibice.
kev72: w pelni zgadzam sie z tym co napisales. Mam nadzieje ze WL nigdy o tym nie zapomni: szanowac trzeba kazdego kibica KAZDEGO!!
URbi: chyba z tymi spiewnikami to lekko przesadziles - to nie kosciol. Kto kilka razy przyjdzie na stadion i bedzie sie interesowal klubem ten zawsze znajdzie dojscie do tekstow piosenek. W tym miejscu slowa uznania dla naszych "literatow" i "muzykow" bo co piosenka to lepsza!!!
Panowie oby tak dalej i nie schodzmy z tej drogi, ktora idziemy. Wiadomo ze sa sprawy ktore nie zawsze dobrze wychodza, ale kto nie robi nic nie robi bledow. |
| marol | 2010-03-09 16:25 | | Moim zdaniem nie można wszystkich zmuszać żeby skakali i zdzierali gardło przez 90 min. Dużo osób przychodzi też żeby obejrzeć mecz, i pewnie nie będą się włączać w każdą przyśpiewkę. I nie można gardzić takimi kibicami, bo to też kibic.A już dzielenie kibiców na pikników, fanatyków itd. to jest nieporozumienie. Ruch kibicowski napewno nie zginie, będzie tak jak teraz część będzie śpiewać,a część oglądać. |
| rafi30 | 2010-03-09 19:18 | | dla mnie idealem byl mecz z Austria Wieden- doping ze wszystkich trybun,w kotle oprawa itd ale najwazniejsze bylo wsparcie druzyny przez 120 minut! Bo nie ukrywam ze czasami jest tak ze mecz swoje a kibice swoje ! |
| nuras74 | 2010-03-09 21:56 | | Panowie cieszmy sie z tego co mamy a mamy bardzo wiele, sadzicie ze angielska liga jest taka wspaniala oczywiscie ze tak ale tylko pod wzgledem pilkarskim bo doping to dno jak sie tak dobrze wsluchacie to na meczach jest nikly doping jakies ochy i achy, niekiedy cicha piosanka na skrotach ochy i achy podkrecone dla wiekszego efektu, a jak jestes na stadionie to klaki slyszysz w glosnikach zero flag i opraw gdzie niegdzie jakis karton z napisem wszystko pod kontrola w premiership tego chca nasze wladze a co z nizszymi ligami oto link obrazujacy co dzieje sie na angielskich stadionach ten incydent nie jest odosobniony http://www.youtube.com/watch?v=9ulESIRFKWs wladze klubu wydaly £9000 na naprawe krzeselek i wystosowaly pismo do kibicow z prosba o zapszestanie w przyszlosci demolowania stadionu bo nie maja pieniedzy na naprawe obiektu |
| romak | 2010-03-09 22:49 | W kwestii przyszłości ruchu kibicowskiego w Poznaniu zgadzam się z poglądami szanownego kolegi z zagranicy - czyli jestem spokojny. Przeczytałem ten artykuł z dużym zaciekawieniem. Powiem tak: o ile rysowane w nim perspektywy dotyczące kibicowania na naszym obiekcie w mniej lub bardziej odległej przyszłości są w świetle dzisiejszych przykładów, czy pewnych (nietutejszych na szczęście) trendów realne, o tyle przemycanie w nim konkluzji, iż tylko wstępowanie w szeregi Wiary Lecha może zapobiec "czarnym scenariuszom" uważam za błędne. Ja twierdzę, iż nie tylko w jedności, ale i, a może nawet przede wszystkim w jakości siła. Czy te kilkanaście dziesiątek tysięcy socios robi na Camp Nou atmosferę na miarę swojego potencjału? Wątpię. Oczywiście to są miejscówki, miliony gadżetów, czy nawet sposób na życie wokół serca, jakim jest klub - czyli potężne wsparcie. Czy aby jednak nie jest tak, że ta szala przechyla się właśnie w kierunku czegoś (jakości dopingu), czego raczej na Bułgarskiej byśmy nie chcieli? Nie przesądzam - nigdy nie byłem, choć mam nadzieję, że kiedyś będę. Ci co byli mogą się obiektywnie wypowiedzieć. I teraz powrócę na nasze podwórko. Otóż, ja uważam, że decydujące znaczenie ma jakość. O jakości decydujemy my wszyscy: Wiara Lecha, ultrasi, pikniki zwani też januszami, czy nawet (jakkolwiek to kontrowersyjnie nie zabrzmi) nasza słynna - szczególnie ostatnio bojówka. Celowo pomijam działaczy i piłkarzy, bo to przecież oczywiste. Uważam, iż klucz do sukcesu polega na wzajemnym zrozumieniu i szacunku. Tak jak ktoś wcześniej napisał wszyscy bez wyjątku jesteśmy Lechowi potrzebni. I każdy z nas powinien dążyć do samodoskonalenia się na rzecz klubu, któremu kibicuje. I tu bym widział ogromne pole do popisu dla WL. Jestem pod niesamowitym wrażeniem wielu działań, czy inicjatyw - często pionierskich, podejmowanych przez Wiarę Lecha. Ich tematyki, rozmachu, pomysłowości, sposobu realizacji. Wielkie uznanie. Z drugiej jednak strony Panie i Panowie z Wiary Lecha nie potrafię zrozumieć dlaczego przyjęliście błędne założenie (i tu wracam do początku mojego wywodu) iż tylko w jedności siła czyt. chcesz zrobić coś naprawdę dobrego dla Lecha wstąp w nasze szeregi! Ja się z tym nie zgadzam. A dlaczego nie zacząć od końca? Dlaczego nie powiedzieć piknikom, januszom: możecie być świetnymi kibicami Lecha wcale nie wstępując w nasze szeregi?! Edukujcie ludzi!!! Przyszłych kibiców. Jak być dobrym i wiernym kibicem Lecha. Edukujcie, tak jak ktoś powiedział: organicznie i od podstaw. A naturalną konsekwencją tych działań będzie świadome i gremialne (w co wierzę wstępowanie do Stowarzyszenia). Ja wiem, że to jest trudne. Ciężko się odpowiada na po raz setny zadawane na forum to samo kretyńskie pytanie - ale musicie być cierpliwi i odpowiadać! Tak się właśnie sieje ziarno, aby później zbierać plony. Nie możecie na resztę patrzeć z góry. Mnie też szlag trafia jak widzę ludzi, którzy jadąc z meczu z Wronek zatrzymują się w sklepie po drodze i z szalami na szyjach zachowują się w nim jak zwykła hołota. Paniska z Poznania zaszczyciły wioskę - normalnie wziąć pałę i lać po tych zakutych łbach! Ale ich także musicie uświadamiać! Macie doświadczenie, macie możliwości, macie ludzi, macie pomysły. Apeluje , abyście poszerzali nie tylko swoje szeregi, ale i perspektywę, z której patrzycie na sprawy kibicowskie. Życzę sukcesów.
Pozdrawiam |
| PiotrEkspert | 2010-03-10 00:06 | | nuras74 co z tego, że w Anglii jest słaby doping (nie wszędzie)? Za to mają taki poziom piłkarski o jakim my możemy pomarzyć... |
| pitr1922 | 2010-03-10 13:41 | Z moich obserwacji na stadionie jest wiele grup:
-kocioł z fanatykami
-kibic sukcesu (patrz mecze UEFA 08/09)
-kibic wiekowy jak mój ojciec, który chodził na mecze w latach 70 (gdzie padały hasła: Lubański i Kostka to dla Lecha drobnostka ;-) a teraz zapowiedział powrót po remoncie
-kibic nawalony (jak ktoś nachleje się i śpi od 15 min meczu to brak słów)
-kibic niedzielny; w 40min leci po kiełbachę (raz mi taki koszulke Lecha musztardą upaćkał!) a ze stadionu wychodzi w 85 żeby uniknąć korków
-młody kibic, nasza duma i przyszłość-jak widzę te maluchy w niebiesko-białych barwach to pamiętam jak dziadek wziął mnie na 1szy mecz w wieku 4 lat!
-kibic spokojny; zamiast siedzieć przed C+ woli obejrzeć mecz na żywo i nie lubi gdy ktoś stoi na schodach i zasłania boisko
-kibic-ja; jak można to siedzi, jak trzeba stać to nie narzeka, zawsze śpiewa i wierzy w kolejną bramkę, awans czy mistrzostwo.
Konkluzja? Jak zostanie tylko najlepsza część kibiców, to stadion będzie zapełniony w połowie. Musi być też reszta osób, żeby wypełnić te 40tys miejsc. Nie chcą śpiewać, ok-ich sprawa. To MY musimy pamiętać, by NAS było więcej. Fanatyków, zamiast Januszów. |
| girjic | 2010-03-10 14:02 | | Ps - jeszcze o porownaniu z "kibicami" Legii - nie wyobrazam sobie, by kibice Lecha na meczu reprezentacji w trakcie wykonywania hymnu Polski skandowali, ze "Polonia ... jest". |
| glos z zagranicy | 2010-03-10 14:54 | | girjic: mam nadzieje ze perypetie i banicja Twojego klubu juz sie skonczyla i w koncu znow zawitacie na Bulgarskiej. Fajnie to sobie wykombinowaliscie, przerwe zrobiliscie w czasie naszego remontu:-) W najblizszy weekend mecz z Warta. Zobaczymy na co was stac. |
| ROBERP | 2010-03-10 15:47 | | Koledzy , byłem na meczu Barcelona - Athletico Bilbao.Tam dopiero to są Janusze !!! ( pomimo iż tzw.socios jest w Barcelonie ponad 100 tysięcy ).Myślę że nie tędy ( zapisując się do WL ) droga.Jeżeli WL chce coś zrobić w kierunku lepszego dopingu , to milowym krokiem byłoby zamontowanie głośników koło czwartej trybuny ( a docelowo wzdłuż pozostałych trybun ) w celu zsynchronizowania dopingu z dwójki.Siedzę na czwartej trybunie i nie żałuję gardła , lecz ludzie przestają dopingować jak nie słyszą co "mówi" kocioł , lub jak doping jest niejednolity.czy ktoś jeszcze podziela moje zdanie??? |
| jeijei | 2010-03-11 11:22 | Z dużym zainteresowaniem przeczytałem artykuł i nie podzielam trochę czarnych wizji autora. Zgadzam się z głosem, że ruch kibiców w Poznaniu, a raczej kibice Lecha byli zawsze poważną siłą na mapie piłkarskiej Polski. Wypadkową frekwencji i liczebności zawsze była postawa drużyny i jej wyniki. Od jednak kilku ładnych lat jest tak, że mimo średniej albo inaczej niespełnionych nadziei sportowych średnia na meczach Lecha oscyluje w granicach 15 tys. a, sprzedaż karnetów bije rekordy. Uważam również, że Lech i jego kibice jako jedyni będą w stanie zapełnić nowo powstały stadion. Wpływ na to będzie miała oczywiście cenowa polityka klubu, o którą również jestem spokojny. Bilet w granicach 30 zł – w karnecie (moim zdaniem oczywiście), powinien spowodować sprzedaż karnetów w granicach 20tys. Wiem również, że mecze z Odrą nie zapełnią tego stadionu. To jednak inna sprawa. Co do walki niektórych gazet, telewizji i dziennikarzy – to taka walka odbywa się również od kilku lat. Skutek w Poznaniu - żaden. Ten klub i to miasto są powiązani ze sobą nierozerwalnie. Każdy, kto tu przyjeżdża mówi, że takiego powiązania mieszkańców z miastem, regionem i klubem nie ma nigdzie w kraju. My Wielkopolanie, Poznaniacy mamy coś, czego nam zazdroszczą (często objawia się to niechęcią i pieprzeniem typu poznański kompleks) taki regionalny szowinizm. Zwrócił mi na to uwagę kolega z pracy Warszawiak, który tu się ożenił. Denerwowało go, że tu ciągle się mówi i pisze o Lechu, o regionie, że wszyscy się angażują, że są programy typu Wielkopolanie decydują itd. Kwitował to właśnie kompleksem. Ja twierdzę, że to jest właśnie nasza siła. To właśnie tu rodziła się praca organiczna. Tu powstawały pierwsze prywatne formy gospodarcze. To tu były udane powstania i pierwsze protesty. My utożsamiamy się z tym, co tu powstaje, to kochamy i o to walczymy.
Tu docieram do WL. Organizacja ta jest bardzo potrzebna i dobra. Wiele przedsięwzięć, które zrobiła i robi są dobre. Mam jeden zarzut. To niestety również ta organizacja z lekka dzieli kibiców. To właśnie pikniki, fanatyczni, normalni, parówkowcy, małysze, judasze itd. Kibic Lecha dla mnie to każdy z powyższych. Ja sam mam już grubo po 30 i uważam się za kibica. Metkę, którą mogę sobie wystawić z powyższego zestawienia obecnie to chyba „normalny”. Wniosek mój jest jeden. Jeżeli my się nie będziemy sami obrażać i sami dzielić to nic i nikt tego fenomenu nie jest wstanie rozpieprzyć. Miejsce na stadionie musi być dla każdego. Każdy też powinien być szanowany. Bo każdy zostawia tu pieniądze (sorka za ten materializm), ale pieniądze budują wielki klub. Ja kocham Lecha od przeszło 25lat i zawsze byli kibice bardziej się angażujący i mniej. Nikt jednak nie robił z tego powodu podziału. Tak jak z wiarą jeden chodzi tylko do Kościoła, a drugi oprócz tego działa np. w oazie. Można zadać pytanie, który bardziej kocha Boga. Moim zdaniem oby dwie tak samo tylko jeden robi to bardziej zaangażowanie. Dlatego kończąc, moim zdaniem, każdy przychodzący na Lecha, go kocha, a jak to oddaje pozostawmy danej jednostce.
|
| Administer | 2010-03-11 14:42 | Szczerze mowiac, wole ten dawny foping, warunkowany tempem i atrakcyjnoscia gry. Wtedy byl jeszcze zwiazek miedzy jednym a drugim.
@ROBERP: jezeli masz na mysli, ze caly stadion, i cala Polska na telewizorach bedzie przez 90 minut slyszec jakiegos zachryplego zapiewajle (jak bylo niedawno na Crakowji) to ja mowie nie, a wielu normalnych ludzi po prostu zrezygnuje z przychodzenia, bo przychodzi sie na mecz, by sie na nim skoncertowac, przezywac a nie by sie wywrzeszczec. Chodzi o to, by te wszystkie odglosy byly "wtopione" w szum i oddech stadionu.
PS Spiewniki? - Hehe.. a nie wystarczy jedna kartka z paroma zdaniami +.. na na na nananana? |
| KOCIK78 | 2010-03-11 17:44 | | Dla autora artykułu , jedyna rada musimy wstrzymać budowe stadionu ,wtedy nie będzie miał problemu ze nie odpowiedni ludzie przyjdą na stadion. Najlepiej aby stadion był na 2 tysiące to wtedy byłaby na nim sama ELITA ! Pozdrawiam.... |
| doman | 2010-03-12 12:05 | | Błąd logiczny. Siła Lecha w dużej mierze oparta jest na sile Kibiców. A więc im ich jest więcej, tym siła Kolejorza jest większa. Występuje tutaj wprost proporcjonalna zależność. Na Bułgarskiej Musi być miejsce i na fanatycznie wręcz usposobionych Kibiców jak i na krawaciarzy, na kobiety, na dzieci i na całe rodziny. Ale nie powinno być miejsca dla stadionowego chamstwa pod wszelką postacią, ze słownictwem włącznie. Powinno być tak, żeby można było spokojnie wychowywać dzieci poprzez sport. Niektóre żony wręcz zabraniają zabierać małe dzieci na mecz i trudno im się dziwić. To gdzie ma się kształtować kibicowski narybek Lecha? Nowi Kibice którzy zapełnią te następne 20 tysięcy miejsc z pewnością "zarażą się" gorącą atmosferą i będzie ona jeszcze lepsza. Taka jest moja wizja stadionu na Bułgarskiej. I jeszcze jedno: przyśpiewek stadionowych Kolejorza można już teraz uczyć. Proponuję zacząć od tego forum, poprzez kolejne artykuły z tekstami najpopularniejszych przyśpiewek. Można przecież popularyzować je na różne sposoby. A więc do dzieła Melkor! |
|
|
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany w serwisie. Aby założyć konto kliknij tutaj.
|
|
|
|
|