 Osłabiony, pozbawiony lidera i znajdujący się w głębokim dołku Lech, podejmuje w niedzielę (początek meczu godz. 17, transmisje TVP2 i Canal+) najlepszą drużynę ekstraklasy i mistrza Polski Wisłę Kraków. - Z Wisłą potrafimy wygrywać - twierdzi w klubowej telewizji Robert Lewandowski. Teraz to jednak goście tworzą prawdziwy kolektyw, który w tym sezonie nie doznał jeszcze porażki. Punkty odebrała im tylko Polonia Bytom. Biała Gwiazda przyjeżdża do Wronek mając po dziewięciu kolejkach aż 11 punktów przewagi nad Lechem. Na dodatek Kolejorzowi odpada atut własnego boiska, bo bilety na zapowiadany przez wszystkich hit ekstraklasy sprzedają się fatalnie. Na trybunach stadionu przy ul. Leśnej zasiądzie tylko około 3000 kibiców. Wygląda na to, że nawet sympatycy poznaniaków nie wierzą w sukces. Jedyne w czym Lech bije Wisłę na głowę, to... bilans ostatnich spotkań. W ubiegłym sezonie Kolejorz grał z Wisłą cztery razy i odniósł trzy zwycięstwa, a jedno starcie zakończyło się remisem. W lipcu Lech lepiej od krakowskich piłkarzy wykonywał rzuty karne i wywalczył Superpuchar Polski. Od tego czasu jednak Lech spada po równi pochyłej, a Wisła gromi kolejnych rywali. Trudno znaleźć racjonalne argumenty na tezę, że Kolejorz jest w tej chwili w stanie pokonać Wisłę. W bramce gospodarzy stanie niedoświadczony Jasmin Burić, zabraknie filaru defensywy Manuela Arboledy, a Seweryn Gancarczyk jest mocno podłamany strzeleniem samobójczego gola w reprezentacji Polski. Kolejorz ma tylko jednego zdrowego napastnika, pod znakiem zapytania stoi występ walecznego Tomasza Bandrowskiego. Uff! Wydaje się, że gorzej już być nie może... Wisła na tle Lecha to okaz stabilności i solidności. Choć we Wronkach zabraknie Radosława Sobolewskiego, trener Maciej Skorża imponuje pewnością siebie i wiarą w umiejętności swoich piłkarzy. - Mamy dużą szansę powiększyć przewagę nad jednym z rywali w walce o mistrzostwo Polski do czternastu punktów. Dlatego nie interesuje nas remis we Wronkach. Chcemy zagrać o zwycięstwo. Pamiętam doskonale, gdy wiosną Lech mógł nas wyrzucić z walki o tytuł, ale tego nie zrobił, bo zremisował z nami u siebie. Teraz sytuacja w pewnym sensie jest odwrotna i my swojej szansy nie chcemy zmarnować - stwierdził szkoleniowiec Białej Gwiazdy. Wisła od wczoraj przebywa w Grodzisku. - Zdecydowaliśmy się wyjechać o dzień wcześniej, bo zwracamy uwagę na każdy detal przed meczem z Lechem - powiedział Skorża, ale za opuszczeniem zaśnieżonego Krakowa przemawiał też fakt, że zespół Wisły będzie mógł dwukrotnie trenować w dobrych warunkach. Skorża przyznał wczoraj, że ma gotowe kilka rozwiązań taktycznych na mecz z Lechem. M.in. takie, w którym w wyjściowym składzie brakuje Juniora Diaza. Ten dopiero wczoraj dołączył do kolegów po meczach reprezentacji Kostaryki. W przeszłości bywało, że po międzykontynentalnych podróżach nie był w najlepszej dyspozycji. Tak było m.in. podczas wiosennego meczu właśnie z Lechem Poznań, gdy w końcówce słaniał się na nogach, co zresztą skończyło się czerwoną kartką. Teraz może być jeszcze w kiepskiej formie psychicznej, bo przecież w doliczonym czasie gry jego zespół stracił szansę na bezpośredni awans na mundial. Jacek Zieliński nie jest w tak komfortowej sytuacji, a luki w składzie może zapełnić tylko młodzież. Wiele wskazuje na to, że szansę debiutu w ekstraklasie może otrzymać 18-letni Mateusz Możdżeń. Lepiej żeby on wyszedł na boisko niż ruszający się ostatnio jak mucha w smole Jan Zapotoka. - Nie podchodzimy do tego meczu, jak do pojedynku ostatniej szansy na mistrzostwo. Dla nas zwycięstwo nad Wisłą byłoby takim odbiciem się może nie od dna, ale od głębokiego dołka. A na pewno nasza wygrana sprawiłaby tylko, że liga stałaby się ciekawsza - stwierdził Zieliński. Jedno nie ulega wątpliwości. Faworytem niedzielnego meczu są niestety goście.
|